Shadows of York

Czas nieubłaganie płynie - z nim nadchodzą wielkie zmiany...

Salę i w zasadzie całe Alicante spowiły cisza i pustki. Wielki demon, twór Mammona, z którym dzielni wojownicy toczyli ciężki bój uległ rozpadowi z powrotem na ciała opętanych - te niestety nigdy się już nie obudziły. Krew, trupy, ruiny budynków – jednym słowem obraz prawdziwej pożogi i tragedii rozpętanej przez Piekielnego sterującego Kohortą. Gdyby pokusić się o przeliczenie liczby całkowitej wszystkich ofiar, to śmiało, można by stwierdzić, iż w samym Alicante zginęła ponad połowa jego mieszkańców - drugą gdzieś pewnie przetrzymywano.
Ten rozdział na długo zapadnie w pamięć wszystkim rasom – nie tylko Łowcom, choć im szczególnie. Teraz tylko czekać, aż dojdzie do nacisku ze strony rodów w związku z aranżacjami małżeństw na poczet odbudowy populacji i kto wie, czy nie dla pewniejszego wzmocnienia krwi... Czy półaniołowie chcieli, czy nie – to tylko pokazało, jak wiele jeszcze pracy mieli przed sobą i jak bardzo musieli liczyć tylko na SWOJE zdolności. Rodziło się pytanie – dlaczego aniołowie nie pomogli? Dlaczego nie zesłali pomocy? Dlaczego pozwolili na jednoczesny zamach na Instytut w York i uśmiercenie tylu dzielnych łowców? Czy była to kara za pychę Nefilim? A może ostrzeżenie, aby nigdy nie stawiać dobra własnego ponad obowiązek? A gdzie podziali się sławni Cisi Bracia? Znając ich, to pewnie zabarykadowali się w swych bibliotekach na poczet ochrony cennych zbiorów pisemnych i nie tylko.
A to tylko skrawek opowieści, która toczyła się przecież dalej...
Wilki Chorsa spętane przez nieprzyjaciela - Szczęśliwie sam “Ojciec” czuwał nad swoimi dziećmi - w zasadzie nad jednym z nich - drugie niestety nie wytrzymało. Spaczone mocą Mammona, a może przez niego nawet zabrane – kto wie? Jeden strażnik odszedł, lecz niebawem miał narodzić się nowy – w taki czy inny sposób obieg życia zostanie zachowany, o czym wkrótce miała przekonać się jedna z wilczyc, bo to właśnie z jej ciała wypłynęło "boskie" światło. Uformowany z niego duch, a sam Chors oślepił wszystkich zebranych wokół wilka, by wtem te kilka sekund całkowitej ślepoty wykorzystać na zabranie swych żyjących dzieci. Potem zniknął, oddając wzrok obecnym. Po magicznej istocie zniknął ślad, a ciało martwej najzwyczajniej w świecie zamieniło się w pył, gdy w sufit po raz ostatni uderzył, przebijając go potężny piorun, a trafiając idealnie w martwego wilka.
Walka z kapłanem Mammona i głównym przywódcą Kohorty zakończyła się - zniknęły wszelkie magiczne ślady i wszelaka wroga bytność ze stolicy - czemu więc nie należało zwać tego zwycięstwem? Z racji swej mocy to właśnie Ona - potężna wiedźma i uczestniczka wydarzeń poczuła na swej skórze gorycz, a pozostałość czarów Kapłana - bliskiego w randze piekła sługę samego Mammona. Jego zniknięcie z pewnością nie było przypadkowe – podobnie jak nagłe odejście wszystkich demonicznych rycerzy. Cokolwiek zaplanował sobie Demon najwyraźniej się powiodło - czego dowodem było zniszczone Alicante i wiele ofiar. Zebrana swego czasu krew z wilków i wampirów, wróżek i łowców - do czego mogła posłużyć i czemu wśród ofiar nie znalazł się ani jeden czarownik? Jakie zadanie w tym wszystkim spełniał czarownik Marcus - brat wspomnianej wiedźmy?
Jedno jest pewne...
Dziś nie było to wielkie zwycięstwo, a zaledwie przedsmak nadchodzącego piekła.
Mammon jeszcze nie zakończył swych działań i na pewno niedługo powróci...
Teraz wszyscy mogli tylko czekać i opłakiwać straconych bądź modlić się, aby ofiara złożona niegdyś przez czarowników nie poszła na marne. Choć odnowiony w swej chwale - piękniejszy i potężniejszy niż zazwyczaj Spiralny Wymiar nie może dłużej zwać się nietykalnym Azylem. Jeżeli został dotknięty raz, to kto wie, czy na dalszym etapie planu Mammona nie dojdzie do ponownego przedarcia barier... No a na dokładkę widniał jeszcze świat wróżek...

Czas na forum płynie dalej, a z nim fabuła.
Zakończono rozdział Kohorty, tym samym otwierając kolejne - czas żałoby i odbudowy społeczeństwa Nefilim.
Poza łowcami swój krok w przód zyskali również czarownicy, którym udało się naprawić dom, niejako prowadząc do jego odrodzenia w zupełnie nowej postaci.
Wróżki w końcu odkryły tajemnicę mogącą uratować ich świat, która ma ścisły związek ze smoczym dziedzicem, a potomkiem prastarej wiedźmy - siostry Króla i zmarłej Królowej. Są już bardzo blisko rozwiązania - oby nic międzyczasie się nie popsuło.
Wilki i wampiry zyskały chwilę na odsapnięcie - zebranie sił i opłakanie tych, których pożarła wojna z nieprzyjacielem - w ciągu całej utarczki utracili wielu braci i sióstr - krew stanowiła cenną walutę dla Mammona, choć nikt nie wie, dlaczego...
Finalnie każdy coś utracił, jednocześnie zyskując coś nowego. Przyszłość dla Świata Cieni pozostaje nieznana, jednakże pozwala odsapnąć, zebrać moc i myśli. Po tylu wydarzeniach w końcu nastaje chwilowy spokój. Być może to dzięki niemu dzielni śmiałkowie odszukają odpowiedzi na nurtujące je pytania - w tym te związane z samym Chorsem i jego planem wobec jednej z wilczyc, która zrodziła JEGO szczenię lub tymi, które rozproszą mgły niewiedzy na temat prastarych smoków i tego jednego, który ma ponownie sprowadzić światło do obumarłej krainy.

 

shadow-york.pl

Shadows of York na forum Vision Lighthouse

Komentarze

  • Brak komentarzy
Dodaj komentarz