Historia VI

 

    Poprzedni tekst skupiał się na pierwszych trzydziestu dziewięciu latach dwudziestego wieku, czyli na okresie przed druga wojną światową. Początkowo miałem opisać pierwszą połowę zeszłego wieku w jednym tekście, jednak wszystko okazało się zbyt wielkie i po prostu fizycznie mnie przerosło. Wyciąłem więc co się dało z piątej części cyklu i wkleiłem tutaj, bo nie jest żadną przyjemnością czytanie gargantuicznych artykułów, zwłaszcza na ekranie monitora. Krótszy materiał czyta się przyjemniej, szybciej i wygodniej. Poza tym, skupiam się tutaj głównie na aspektach wojskowych lat czterdziestych, nie społecznych - w ciągu tych paru lat wojny działo się bowiem tyle rzeczy, że wystarczy po prostu przeczytać choćby i wikipedię czy podręcznik historii, bądź posłuchać dziadka, by mieć w cholerę pomysłów na grę. Nie mam też zamiaru opisywać dokładnie tego, co się działo na froncie wschodnim, zachodnim, w Afryce czy na Atlantyku, bądź w basenie morza Śródziemnego, bo to mija się z celem. Tego jest po prostu za dużo. Zatem, niczym Wołoszański...

    Jest koniec lata trzydziestego dziewiątego roku. Hitlerowskie Niemcy szykują się do wojny, która w ciągu najbliższych sześciu lat zmieni oblicze świata bardziej, niż wszystko inne do tej pory. Działania wojenne miały być błyskawiczne, szybkie, natychmiastowe, nie pozwalające zaatakowanym na jakiekolwiek działanie. Blitzkrieg, czyli wojna błyskawiczna, należała do podstawowych działań Trzeciej Rzeszy i mówiąc krótko, doskonale się w tym sprawdzała. Szarża czołgów, wspomagana piechotą, lotnictwem oraz artylerią, nie tylko była doskonała w teorii, ale i w praktyce. Zanim ktoś zdołał zareagować było już za późno, stada pancernych bestii przetoczyły się przez okolicę, a dziesiątki żołnierzy szły za nimi, dobijając wroga. Oczywiście można to wykorzystać na forum - powiedzmy, że jest koniec wakacji, ludzie szykują się do rozpoczęcia nauki w szkołach, maturzyści są już absolwentami i cieszą się z ostatnich chwil wolności i zastanawiają, jak to będzie na studiach. Nikt nie przypuszcza, że najbliższy poranek okaże się być śmiertelnie niebezpieczny. Chyba, że akcja forum nie toczy się w Europie, tylko w innej części świata, ma się rozumieć.

    Atak na polskie ziemie został przeprowadzony z samego rana pierwszego września, zaczynając od morza (aczkolwiek jest jeszcze inna wersja, dotycząca nalotu na jakąś maleńką mieścinę, więc można też z tego skorzystać). Pancernik Schleswig-Holstein ostrzelał Westerplatte rozpoczynając drugą wojnę światową (link do forum historycznego, z którego czerpię co się da kiedy się da, skarbnica wiedzy), co już samo w sobie jest idealnym materiałem na wstęp do forum w stylu walki Spartan z Persami. Przeważające siły wroga, brak pomocy, kurczące się zapasy, niechybnie zbliżająca się śmierć, ale honor i wytrwałość nie pozwalają się cofnąć. Co prawda to doskonała rzecz na zamknięte forum, gdzie po określonym czasie rozgrywka się kończy albo na zwykłą sesję, ale zawsze to coś. Zresztą, gdzieś w sieci znajduje się nawet komiks dotyczący tych wydarzeń, polecam przeczytać, jeśli ktoś miałby ochotę na PBF w początkowych realiach drugiej wojny, na terenie Polski, nad morzem. I chociaż walki na wybrzeżu, na Westerplatte, nie trwały dłużej niż tydzień, to i tak jest to wystarczająco dużo, by przekuć to na forum. Wystarczy tylko odpowiednio pomyśleć i poświęcić trochę czasu, by zrobić naprawdę dobre forum, a nie żałosną parodię w stylu homowaffen SS okupującego Holandię. W każdym razie, warto poczytać o kampanii wrześniowej, bo to jest dobry wstęp, jak już wspomniałem.

61    Parę dni później do wojny włączyła się Francja oraz Wielka Brytania, jednak było to tylko widoczne na papierze. Polska nie otrzymała żadnej sensownej pomocy zbrojnej, a dwa kraje w zachodniej Europie po prostu czekały i groziły palcem Hitlerowi. Niby coś się tam działo, miały miejsce jakieś manewry, mobilizacja i nawet ofensywa, ale do niczego konkretnego nie doszło. Wojska brytyjskie i francuskie nie walczyły, tylko trzymały się na dystans, czekając Bóg jeden wie na co, aż w końcu było za późno i hitlerowskie Niemcy rozlały się na całą Europę. Front zachodni jest chyba najbardziej znany, głównie dzięki filmom, grom, serialom, książkom i muzyce - Spielberg, Hanks i HBO w końcu nie na darmo zawojowali świat przy pomocy Szeregowca Ryana i Kompanii Braci, prawda? Po kolei więc - Niemcy ruszyły na zachód, a francuska linia obrony, przygotowana zgodnie z doświadczeniem wyniesionym z poprzedniej wojny, okazała się totalnym niewypałem. Nazistowskie wojska po prostu ominęły co trzeba, wkraczając do Francji.

    Niemcy ruszyły też na północ, opanowując Norwegię i Danię. Można to wykorzystać jako miejsce do gry w nieco odmiennym teatrze działań, czyli zimno, śnieżnie, pusto, jakieś trolle i inne potwory czające się w mroku i systematycznie eliminujące żołnierzy po obu stronach. Polecam przeczytać różne historyjki i opowieści nawiązujące do mitologii w tych rejonach, może z tego wyjść całkiem ciekawa zabawa. A skoro o tym mowa, to czemu by nie zrobić Pottera w latach czterdziestych? Proszę bardzo, mugole walczą z mugolami na wszystkich frontach, a czarodziejski świat stara się jakoś to wszystko ogarnąć. I tutaj na arenę wkracza - przykładowo - Heinrich Himmler, który, mówiąc łagodnie, był miłośnikiem okultyzmu. Grzechem jest nie wykorzystanie tego! Może on sam albo jego daleki czy bliski krewny jest czarodziejem? Może stara się przekonać Hitlera, żeby zaatakować Wielką Brytanię, bo gdzieś tam znajduje się dziedzictwo Merlina, które może pomóc Rzeszy zwyciężyć? Motyw wunderwaffe, czyli "cudownej broni" mającej zmienić losy wojny jest bardzo popularny i oferuje praktycznie nieograniczone pole manewru.

    Ogólnie rzecz biorąc, zamiłowanie Himmlera do mistycyzmu i okultyzmu nie było spowodowane szczególną pasją czy miłością do nauki historii i rzeczy nadnaturalnych, ale było po prostu narzędziem do wpojenia żołnierzom przekonania, ze SS jest czymś więcej, czymś w rodzaju elity, zakonu czy stowarzyszenia. Miał nawet "tuzin apostołów" czy innych rycerzy, specjalnie wybranych spośród oficerów. Wystarczy to wykorzystać na forum i nie ważne czy tematyka jest realna, czy też nie. Łatwo można wkręcić wątki potterowe dotyczące ministerstw magii, wojen czarodziejów, Dumbledora i podobnych, tak samo jak zwykłe, historyczne motywy szaleństw osób bliskich Hitlerowi. Poza tym, wystarczy obejrzeć przygody Indiany Jonesa, tam naziści szukali potężnych artefaktów, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Równie dobrze można też skorzystać z tego, co znajduje się w komiksach z Hellboyem, jest tam sporo nazistowskich naukowców i fanatyków, którzy starają się ze wszystkich sił osiągnąć sukces. Nie bójmy się z tego skorzystać, mieszanka "czary i wojna" może brzmieć dziwnie, ale jest naprawdę fajnym motywem, na którym można oprzeć forum. Kto wie, może na terenie Rzeszy Niemieckiej istniała szkoła magii, gdzie mugoli traktowano gorzej niż żydowskie i słowiańskie dzieci, a dorośli czarodzieje działali za linią frontu, by znaleźć wilkołaki, wampiry i inne fantastyczne istoty, które mogłyby wspomóc Niemcy w walce? Albo wręcz przeciwnie, w myśl czystki, absolwenci niemieckich szkół magii mogą stanowić specjalną wersję aurorów, którzy szukają i usuwają wszystko, co nie jest czystej krwi czarodziejem.

    Ewentualnie taka wariacja według Świata Mroku - nazistowskie/radzieckie/alianckie/japońskie oddziały specjalne zajmujące się okultyzmem weszły w posiadanie wilkołaka czy innego wampira. W wielkiej, szklanej tubie wypełnionej formaliną, bądź inną konserwującą substancją, unosi się martwy nadnaturalny stwór noszący liczne rany, a wokół niego krążą naukowcy i wojskowi. W ten sposób chcą stworzyć superżołnierzy, ale coś im nie wychodzi i póki co straty są większe, niż zyski. Ewentualnie można iść na skróty i chamsko zerżnąć fabułę filmu Frankenstein's Army, czyli radziecki oddział zwiadowczy dociera do małej, opuszczonej wioski, gdzie syn/wnuk Frankensteina stara się masowo produkować oddziały wojskowe. Wystarczy to odpowiednio przerobić, przemontować, dodać coś od siebie i horror okopowy gotowy. Również i część komiksu American Vampire dotyka kwestii drugiej wojny oraz nadnaturalnych dziwów, mianowicie gdzieś na niedużych wysepkach na Pacyfiku znajdują się rdzenne, oryginalne wampiry, które cesarska armia chce wykorzystać w walce ze Stanami Zjednoczonymi.62

    W każdym razie, gdy Hitler zdołał opanować zachodnią Europę, zaczął myśleć o froncie wschodnim. I to był błąd, nie dlatego, że do wojny włączyły się wojska amerykańskie (Japonia zaatakowała Pearl Harbor i w ten sposób "niechcący" włączyła Stany Zjednoczone do walki, ale o samym Pacyfiku napiszę w dalszej części artykułu), ale dlatego, że walka na dwa fronty nigdy nikomu się nie udała. Zwłaszcza, jeśli chodzi o walkę z Rosją, bo w całej historii tego kraju tylko Polakom udało się wejść do Moskwy i ją zająć. Na krótko, ale zawsze. Reszta miała pecha i przegrała, głównie z powodu pogody oraz zbyt wielkich połaci terenu, które dla bitnych Rosjan były ważniejsze niż życie. Przynajmniej według ich przywódców, którzy korzystali z tak zwanej metody "zerg rush", czyli posyłali kolejnych wojaków do przodu, nie licząc się ze stratami.

    Początkowo między Hitlerem a Stalinem była umowa - pakt Ribbentrop-Mołotow - dotycząca "pokoju" i nie rozpoczynania starć zbrojnych. Nie trwało to aż tak długo, bo dwa lata po wybuchu wojny Niemcy ruszyły na ZSRR, zmierzając do Moskwy. Z powodu pogody oraz ogromnych ilości żołnierzy radzieckich nazistowska armia nie była w stanie zwyciężyć, dlatego zmieniła swój kierunek, zmierzając na Stalingrad. Było to ważne miasto, bardzo ważne nawet, będące kluczem do złóż ropy oraz centrum handlu i transportu między północą a południem. A co to znaczy dla nas? Możliwość gry w ogromnych zrujnowanych miastach, właśnie na czele ze Stalingradem (Wróg u Bram oraz obie wersje Stalingradu doskonale to pokazują), na brzegu wielkiej rzeki, pośród nieskończonych pól, wiosek i miasteczek. Pojedynki snajperów, przemykanie torowiskami, przeprawy przez kanały, rzeki i inne dziwne miejsca, naprawy linii komunikacyjnych, tego typu atrakcje to coś, co może być fenomenalną zabawą. Zwłaszcza, jak się do tego doda wampira, wilkołaka czy jakiegoś słowiańskiego ducha, który będzie mordował i jednych, i drugich. Albo wkurzonych absolwentów Szkoły Czarodziejów Rasputina. Ciekawą rzeczą jest też Łuk Kurski, ale to głównie dla miłośników wojsk pancernych i tych, którzy grywali w World of Tanks (krótko - starcia tysięcy czołgów i chyba półtora-dwóch milionów wojaków). No i jeszcze cała ta wojenna zawierucha przetaczała się przez okupowaną Polskę, Ukrainę, Białoruś i pozostałe państwa.

63

    Front zachodni najłatwiej będzie opisać skupiając się na trzech etapach, które dla mnie są najbardziej charakterystycznymi i chyba najlepiej ukazują, jak toczyły się ostatnie lata wojny. Normandia, czyli operacja Overload, plaża Omaha, szukanie szeregowca Ryana, punkt zwrotny całej wojny (jeden z dwóch, bo pierwszym było włączenie się Stanów do walki dzięki Japonii). Pomijając dziesiątki gier pozwalających wcielić się nam w nieśmiertelnego żołnierza, który samodzielnie wygrywa wojnę, najlepiej będzie po prostu skorzystać z tego, co zostało przedstawione w Kompanii Braci. Książka i serial jest idealną rzeczą, bo nie dość, że to naprawdę wciągające i chwytające za serce dzieła, zrobione z niesamowitą dbałością o szczegóły i powagą, to jeszcze opowiada historię kompanii E od lądowania w Normandii, aż po zdobycie Orlego Gniazda na zakończenie wojny. I to zarówno ze strony frontowej, jak i tej za liniami, gdy wojacy siedzieli i czekali na kolejne rozkazy. Warto poczytać, warto obejrzeć. Z tego co wiem, to Overlord jest jedną z największych operacji wojskowych, jakie kiedykolwiek miały miejsce - poprzedzona była ogromnymi przygotowaniami, zarówno na lądzie, jak i na morzu i w powietrzu, okazała się być potężnym ciosem wymierzonym w okupujące Europę Niemcy. Przełamanie ich obrony umożliwiło Aliantom desant i zdobycie przyczółku, dzięki któremu można było zacząć właściwe walki i wyzwalanie krajów. Zresztą, wszyscy o tym wiecie, Spielberg, Hanks oraz HBO zrobiło tutaj masę doskonałej roboty, tak samo jak i szwedzki Sabaton (klik). Jak więc wykorzystać Normandię i jej okolice? Jako niekończące się walki. Tu się biją, tam walczą, tam strzelają, a tam czołgi się tłuką z samolotami fruwającymi po niebie. Wszystkie małe i duże francuskie mieściny to idealne miejsca do takich walk, z mieszkańcami, z powstańcami, z ruchem oporu, ze zwolennikami hitleryzmu, z prastarymi francuskimi wampirami (tak, gdzieś był taki komiks, zapomniałem tytułu niestety, ale istnieje) i ruinami Beauxbatons, pośród których swoją bazę urządził jakiś marszałek von Heisenberg, którego pradziadkiem czy dziadkiem był czarodziej.

    Kolejnym krokiem było więc ruszenie dalej, już poza Francję, na tereny65 Holandii i Belgii, skąd był tylko krok do Niemiec. Przygotowana została więc kolejna operacja, jeszcze większa niż Overlord, ale... Market Garden była klęską Aliantów. Plan w założeniu był bardzo szczytny i w teorii prosty, bo chodziło głównie o to, by rozdzielić wojska wroga, złamać jego opór oraz przejąć mosty, co umożliwiłoby ruszenie w spokoju na tereny Niemiec całą potęgą sił alianckich. Gdyby ta operacja się udała, to już na Boże Narodzenie wszyscy byliby w swoich domach, ciesząc się z zakończenia wojny. Tak się jednak nie stało, bo rozciągnięte w czasie desanty oraz rozwleczenie wszystkich linii oraz naprawdę zacięty opór nazistowskich wojsk skutecznie złamały natarcie, które przeciągnęło się na kolejny rok. Zdołano co prawda zająć parę mostów, ale na tym się skończyło. O jeden most za daleko z 77. roku doskonale to pokazuje - co ważniejsze, ważną rolę odegrali tutaj Polacy, ale co z tego, skoro jedynym sensownym wyjściem było wycofanie się by nie zginąć... rzeź bowiem jest najlepszym określeniem. To, co się działo podczas Overlord jest niczym w porównaniu z tym, co się działo podczas Market Garden. To powinno więc wystarczyć, by wyciągnąć z tego coś naprawdę potężnego i dramatycznego.

    Hitler i spółka być może cieszyli się z faktu porażki sił alianckich, dlatego przygotowano dla nich niespodziankę w Ardenach (o której też jest we wspomnianej książce i serialu) - zimno jak nigdy, wróg jest wszędzie, zapasy są na wyczerpaniu, a sprzęt jest przeznaczony na wiosnę/lato, nie ciężką zimę. Niemcy doskonale wiedzieli, co to znaczy, bo sami doświadczyli tego mrozu w czasie kampanii na terenach rosyjskich, dlatego postanowili zaatakować wszystkim, bądź prawie wszystkim, co mieli. I to im się udało, początki walk w Ardenach to pasmo zwycięstw zmuszające do wycofania się połączonych sił Amerykanów i Brytyjczyków, jednak w końcu role się odwróciły i pomimo przeogromnych strat można było iść dalej, prosto w legowisko grozy, czyli do Niemiec. To fajny patent nawet nie na całe forum, a kilka sesji bądź eventów, które mogą okazać się czymś ciekawszym i bardzo odmiennym od tego, co zostało już wcześniej sprezentowane. W każdym razie walki w Ardenach zakończyły się zwycięstwem sił sprzymierzonych. Potem nie zostało nic innego, jak ruszyć w kierunku Niemiec razem z wojskami Stalina ze wschodu. Ot, takie kleszcze.

64    Wspomniałem o ataku na Pearl Harbor, czyli agresji Cesarstwa Japońskiego na Stany Zjednoczone. Teatr Pacyfiku to bardzo ciekawe miejsce, całkowicie odmienne od tego, co było znane w Europie. Alianci walczący na oceanie mieli dokoła nieskończone połacie wody, maleńkie wysepki przeorane tunelami przez fanatycznych Japończyków i masę chorób. Alianci w Europie mieli Wielką Brytanię będącą tak na dobrą sprawę twierdzą i resztę kontynentu. Co mam na myśli? Z jednej strony luksusy mniejsze bądź większe. Z drugiej burze, sztormy, tajfuny, dziesiątki chorób oraz wściekłych Japończyków, którzy z wrzaskiem rzucali się do samobójczego ataku. Różnica jest? Jest. I to ogromna, zwłaszcza, że Niemcy miały swoje "ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej", a Japonia "oddział 731", który tak na dobrą sprawę jest chyba gorszy niż wszystko, co naziści zgotowali ludziom. Niemniej, jak wykorzystać Pacyfik na forum? Najprostszym sposobem będzie oczywiście Pearl Harbor. Gracze mogą stanowić personel i mieszkańców bazy floty pacyficznej na początku lat czterdziestych, którzy nie mają pojęcia, co się tak naprawdę dzieje w czasie wojny - wszyscy więc żyją chwilą, bawią się, cieszą, raz na jakiś czas ruszą tylko na manewry i nasłuchują wieści z Europy jaki to Hitler jest zły, szykując się do nadchodzących świąt.

    A potem nadlatują japońskie myśliwce i zaczyna się prawdziwe piekło. Sam nalot może okazać się przegenialnym eventem, jeśli się oczywiście dobrze do tego podejdzie, bo już teraz, w chwili, gdy spisuję te słowa, nie wystarczy rzucić graczom "Japonia zaatakowała, myśliwce suną po niebie", by coś się działo. Trzeba się dwoić i troić, by zapewnić każdemu rozgrywkę, nawet, jeśli to jest dentysta czy fryzjer w bazie, a nie piękny i wspaniały pilot weteran. Chyba ideałem będzie tutaj skorzystanie z filmu i gry, by pokazać jak to może wyglądać. Pearl Harbor (2001) oraz gra Medal of Honor Pacific Assault wspaniale pokazują (mniejsza o historyczną zgodność) jak to wszystko przebiegało; można więc iść według scenariusza tej gry, przygotowując dla graczy poszczególne etapy rozgrywki, przenosząc "żabie skoki" na forum. W czasie wojny była to technika polegająca na szybkim zajmowaniu jednej wyspy i ruszaniu na kolejną - na forum można to zrobić tak, że jest jedna baza, Pearl Harbor na przykład, a wszystko inne to po prosty zwykłe sesje rozgrywane na Pacyfiku, na poszczególnych wyspach, na oceanie czy w powietrzu. Dorzucić tu można jakiejś mitologiczne maszkary czy inne diabelstwa albo azjatycką szkołę magii i gotowe, interesujące forum dla grupki zapaleńców już jest. Wikipedia pomoże określić dokładniej, co się działo po ataku Japonii. W skrócie Amerykanie ruszyli do walki, walcząc o Midway, Guadalcanal, Tarawę i masę innych wysepek, czasami wielkości małego miasteczka, aż w końcu cisnęli dwiema atomówkami, potem pojawiła się Godzilla... wojna tutaj to starcia krwawe, brutalne, agresywne, w naprawdę fatalnych warunkach, przeciwko fanatycznym, nie znającym strachu Japończykom. Odmiana od, powiedzmy, klasycznych walk europejskich.

    A jeżeli mamy dość walk na froncie, to można skupić się na zwykłym życiu z dala od frontu. Forum Uprising to tematyka powstania warszawskiego i to się chwali. Ponoć gdzieś w 2014 roku PBF ma powrócić, więc może warto się zastanowić nad tym, jak lepiej to rozwiązać? Życie w okupowanym kraju może być naprawdę ekscytującą rozrywką, jeśli zostanie odpowiednio przedstawione. Widać cywila z bronią? Kulka w tył głowy na miejscu, a jeśli są podejrzenia, że to ktoś ważny, strzał w kolana i do przesłuchania przez herr Otto Flicka z gestapo. Tak, serial Allo Allo to może i komedia, ale daje całkiem dobry pogląd na to, co się dzieje w kraju okupowanym przez nieprzyjaciela. Co więc stoi na przeszkodzie, by zrobić forum w tych klimatach? Uprising świeci pustkami; zabawa w takiego spiskowca, który knuje tuż pod nosem armii albo wręcz zabawa jako okupant może dostarczyć naprawdę wielu niezapomnianych chwil. Wystarczy tylko trochę pomyśleć, bo możliwości są bardzo duże - od gry jako wspomniany członek ruchu oporu czy okupant, poprzez zwykłego cywila, który stara się przeżyć, aż po członka społeczności uznanej przez Hitlera szkodnika i walczącego o życie. Drobne problemy mogą się pojawić, jeśli forum będzie dotyczyło właśnie Polski, Czechosłowacji czy innej Austrii; alianci póki co trzymali się innych terenów, więc tutaj najwyżej mogą być jednostki lub małe oddziały rozpoznawcze, nic więcej.

Może też dojść do idiotycznych scenek w rodzaju "poszukiwany generał dywizji pancernej albo inny wysoko postawiony żołnierz, który zakocha się w mojej biednej Żydówce", ale wtedy wystarczy po prostu wkroczyć jako Mistrz Gry i stwierdzić, że ktoś to zobaczył, ktoś coś usłyszał i gotowe, żołnierz traci stopień, Żydówka traci życie, reszta forum ma zabawę. Tego typu akcje mogą mieć miejsce na PBFie, oczywiście, droga wolna, ale chodzi o to, by nie przerodziło się to w jakąś parodię, gdzie każdy nazistowski wojak ma na boku żydowską lub cygańską kochankę, a młodziutkie niemieckie panny i panowie przyjechali z Berlina do okupowanego miasta, gdzie coraz śmielej rządzą się powstańcy. Trochę realizmu nikomu nie zaszkodzi, a jeśli zachowa się przy tym odpowiedni stopień trudności, tym lepiej - w końcu co to za zabawa, jeśli wszystko się udaje i nic nie może się nam stać? "Goni cię stado rozwścieczonych ssmanów, co robisz?" "Uciekam, nie zgadzam się by mnie złapali czy pobili". To jest oczywiście przerysowany przykład, ale chyba dobrze oddaje to, o co mi chodzi. Ewentualnie popytajcie dziadków, czy pamiętają czasy wojny - nie dość, że ucieszą się bo wnuczek chce z nimi porozmawiać, to można zyskać masę, naprawdę masę niesamowitych historii i opowieści z pierwszej ręki. Mój dziadek opowiadał o Żydach, którzy naprawdę tworzyli inną społeczność w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, tak odmienną od tego, co znamy, tak oryginalną i fascynującą, że człowiek siedział i słuchał z zapartym tchem.

66

    Z drugiej strony można też stworzyć forum dotyczące nieco innej tematyki, skupiające się bardziej na walkach zbrojnych w skali makro i mikro. Od ogromnych dyplomatycznych i strategicznych forów, gdzie losy świata znajdują się w rękach poszczególnych graczy, poprzez zmechanizowane oddziały pancerne czy też lotnicze, bądź morskie niczym w Czterech pancernych, Red Tails czy Das Boot, aż po zwykłą kompanię, która musi radzić sobie sama na froncie. Co mam na myśli?

    Strategiczne fora to molochy wymagające masy czasu i przygotowania, gdzieś w sieci pewnie się znajdzie jeszcze parę sztuk. Chodzi po prostu o to, że gracze wcielają się tam w rolę przywódców i toczą bitwy niczym w komputerowych strategiach, dowodząc masą jednostek w skali globalnej. To jest zupełnie inny typ rozrywki niż gra fabularna, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni, znacznie mniej popularny z tego co wiem, ale oferujący równie wiele zabawy - tym bardziej, jeśli naprawdę się w to wkręcimy i trafimy na odpowiednią ekipę.

    Gra oddziałami zmechanizowanymi, czyli tymi, którzy siedzą w czołgach, łodziach podwodnych, okrętach czy samolotach to jeszcze coś innego. Najprościej byłoby to opisać jako przeniesienie przygód Janka, Szarika i Rudego na forum. Dać graczom czołg/samolot/łódź/okręt i niech się bawią jeżdżąc monstrualnym PzKpfw VI Konigstiger ku chwale Tysiącletniej Rzeszy, bądź jako bohaterscy Amerykanie szerzą demokrację i wolność zza sterów małego M4 Sherman, tak, jak to robił Donald Sutherland w Kelly's Heroes, albo jako członkowie wojsk polskich w radzieckim T-34-85 mogą wyzwalać Polskę z nazistowskich łap, albo klasyczna partyzantka denerwująca i szkodząca wrogom. Problem tak zwanych eventów jest też rozwiązany, wystarczy po prostu iść według kalendarza czy dowolnego podręcznika historii z liceum i lekko modyfikować wydarzenia, tak, by gracze poczuli się docenieni i mogli się dobrze bawić. A jeśli ktoś gra w World of Tanks to tym bardziej powinien się ucieszyć - ja bym z przyjemnością wkręcił się na forum czołgistów. Z samolotami, okrętami i łodziami podwodnymi może być nieco trudniej, ale też da się to wykonać. Mało to jest gier na ten temat? Wystarczy przenieść rozwiązania na fora, by wziąć udział w bitwie o Anglię albo dostarczyć bomby atomowe nad Japonię.

    O ile w przypadku skali makro doskonałym pomysłem wydaje się przeniesienie dowolnej komputerowej strategii czy gry dyplomatycznej, tak w tym drugim można wzorować się na Kompanii Braci[/i[, zarówno na książce, jak i na serialu. Losy grupy żołnierzy, złączonych przez los i walczących w teatrze europejskim lub pacyficznym ([i]Pacyfik, dokładniej) to już trochę wyższa szkoła jazdy, w której trzeba znać się na swojej robocie i nie dopuścić do czegoś w rodzaju prostej strzelanki niczym Call of Duty, czyli idziesz-strzelasz-idziesz-strzelasz. Wymagać to będzie naprawdę dużej pracy i odpowiedniej mechaniki, bo czysty storytelling niezbyt się sprawdzi w czymś takim, jednak efekty powinny być zadowalające. A problem z nowymi graczami, którzy zarejestrują się x czasu po otwarciu forum? Nie istnieje, bo na wojnie można to opisać tak - uzupełnienia. Żółtodzioby prosto z poboru. Weterani z innych oddziałów. Ktoś przeniesiony za karę. Ktoś z awansu. Partyzant, chcący walczyć o dobro swoje i swojego narodu. I tak dalej, i tak dalej...

    Mógłbym pisać jeszcze więcej, ale to nie ma sensu, bo im bardziej się człowiek będzie rozdrabniał, tym więcej tekstu będzie do czytania. Dlatego na tym kończę, a kolejny artykuł, siódmy z kolei, skupiać się będzie na latach pięćdziesiątych i początku lat sześćdziesiątych, z masą monster movies oraz kosmitami w tle. I standardowo na koniec filmy i seriale, które mogą posłużyć za inspirację, bądź jako źródło grafik albo czegoś takiego: Allo Allo (1982), Band of Brothers (2001), Pacific (2010), Czterej pancerni i pies (1966), Jak rozpętałem drugą wojnę światową (1969), Saving Private Ryan (1998), The English Patient (1996), Casablanca (1942), Black Book (2006), Triumph of the Will (1935), The Dirty Dozen (1967), Escape to Victory (1981), The Great Escape (1963), A bridge too far (1977), The Bunker (2001), Empire of the Sun (1987), Hell In The Pacific (1968), Come and See (1985), Days of Glory (2006), Kanał (1956), Das Boot (1981), The Pianist (2002), Letters From Iwo Jima (2006), Flags of Our Fathers (2006), Downfall (2004), The Thin Red Line (1998), The Keep (1983), Stalingrad (1993 oraz 2013), Kelly's Heroes (1970), Schindler’s List (1993), Inglourious Basterds (2009).

Mortarion

Biorą udział w konwersacji

Komentarze (8)

Dodaj komentarz