Error
  • JUser: :_load: Unable to load user with ID: 46

Pochwala Mezczyzny

    „Wiesz, co Anka? Tak szczerze, to ja już nie umiem grać kobietami.”
Powiedziała kobieta do kobiety, a obie poczuły to samo. Dlaczego pewna część kobiet w stu procentach poczuwając się do kobiecości, tak bardzo fascynuje się męskością?

    Coś w tym jest intrygującego drogie panie. Pewna część z was powiedziała, że wszystko zrodziło się z romantycznej przyczyny. Łapu, capu i do piachu! Niech się stworzy Heathcliff miły. Nie na darmo przez wieki dusze podobne Emily Bronte tworzyły ekscentrycznych kochanków. Skoro czytamy, fascynujemy się, wizualizujemy, rozmyślamy przed snem o tych postaciach zaczynamy odczuwać większą potrzebę „stwórczą”. Wzrasta w nas kreacyjne pożądanie trudne do zaspokojenia. Dlatego pragniemy stworzyć coś posiadającego różne pierwowzory męskości. A do tych chęci oliwę do ognia podsyca fakt, że inne znów kobietki wolą żeńskie postacie, z którymi można by odgrywać romanse. Niektóre z was powiadają – „Ja jej stworzę faceta, a ona mi”. A tworzenie samej męskiej postaci wiąże się z uznaniem, inne kobietki przed monitorami ślinią się i polują na „panów”. Swego czasu zetknęłam się ze zjawiskiem dość irytującym. Ledwo zjawiłam się męską postacią, a już prywatne wiadomości – „ Możesz się kochać w mojej X, tylko zmień avatar” Dziękuję za łaskę, postoję. Dla niektórych właśnie na tym kończy się kreowanie mężczyzn. Tworzeni są już dla istniejących kobiet. Dla czystej potrzeby romansu. Dla powierzchniowego zaspokojenia. Wiele z nas tak zaczynało i nic w tym wstydliwego czy godnego wyśmiania. Na swój sposób, to urocze. Jednak na niezbyt długi okres czasu. Kiedyś my i nasze postacie wzrastają. Przestaje być zadowalający fakt romansu, wręcz zaczyna nudzić. Są kobiety, do których ja się osobiście zaliczam z typu – mój ci ten brzydal, staruch, inwalida, frajer. Dla nas sam fakt tworzenia „dram” jest nie do przyjęcia. Po prostu nie czujemy się w ciele romantycznym dobrze. A tak szeptem też dopowiem od siebie – jesteśmy zaborcze. Tak ja też jestem zaborcza co do każdej mojej męskiej postaci. Są niczym moi niewolnicy, należą tylko do mnie, a spróbuj mi odebrać, a odetnę ci paluszki. Macie podobnie? Wiem, że każda z nas w swój specyficzny sposób czuje więź z postacią. Kochamy swoje postacie, kochamy też cudze. Jednak nasze, to nasze. Przez nasze postacie pamiętamy inne. Nasze są najważniejsze. Fabularnie pozwalamy wiązać im się na wszelkie i dziwne sposoby z innymi postaci ( nie chodzi tu o romanse) Ale zawsze podświadomie zaznaczamy, że należą tylko do nas. Gloryfikujemy naszych pupili.
    Dlaczego typ – mój ci ten brzydal, staruch, inwalida, frajer? Ten typ wystrzega się pięknych, nieskazitelnych mężczyzn. Ten typ kobiet gloryfikuje wszystkich dziwolągów odkrywając w nich coś podniecającego. Ten typ jest wygodny i bardzo plastyczny. Dlaczego? Bo tym postaciom pasują wszelkie zmiany, bo one wręcz tego od nas chcą. Zmuszają nas do wenowania się samym swoim „bytem”. Ci mężczyźni są obrzydliwy, obślizgli, mają przebrzydłe charaktery (nie chodzi tu o złych chłopców z dzielni). Są to nasze skryte pragnienia, których realnie byśmy się wystrzegały. Trafia nam się, że wręcz doskonale pisze nam się szują podpieprzająca wszystkich naokoło, taką szują, którą aż chce się zmiażdżyć. Realnie byśmy, to zrobiły bez zastanowienia, ale podczas gry zwyczajnie się…bawimy! Te brzydkie mordy, szujowy typ bycia staje się śmieszny, dobry, wygodny. W ten sposób nieco wyśmiewamy mężczyzn, ale wciąż ich kochamy. Tfu. Kochamy tę męską postać. Choć realnie nienawidzimy tego typu charakterów, a i wystrzegały byśmy się mord, które dobieramy – przetłuszczone włosy, krzywe nosy, grubi, chudzi, starzy. A tak zaczynamy kochać i nawet realnie, powoli nabieramy dystansu. Mi osobiście podobają się tylko brzydale i wiele koleżanek również potwierdza ten typ, nawet realnie. Właśnie przez PBFy zaczynamy się otwierać na takie pożądania, im dziwniej tym lepiej. Zaczynamy odkrywać mężczyzn – ciekawiej. Tak jest weselej, zaczynamy widzieć więcej rozwiązań. Pogłębiamy się w większe pragnienia. Często te pragnienia mają spory odsetek erotyczny. Nie musimy rozgrywać takowych sesji, erotyka pcha nas do kreowania takiego i takiego charakteru. Nasze pragnienia nie muszą być piękne. To brzydota lekko podsyca szybszy oddech. To ona sprawia, że wszystko staje się lepsze, lżejsze, wenujące. Łatwiej skryć się nam w mężczyźnie, również z powodu ego. Kompletny idiota, brzydal i frajer lepiej wygląda w mężczyźnie prawda? Tak, tak, tak. Nasza kobieca, słodka zemsta. Kobieta wydaje się zbyt nudna do tego zajęcia, poza tym wygląda nieco nienaturalnie i szybko nam się nudzi.
    Celem jest również zwykła chęć poznania, tego co nieznane od wieków. Wiele z nas pewnie zastanawia się – Jak to jest być mężczyzną?
    Nie jestem antyfeministką. Trudno nam się do tego przyznać, ale podświadomie nieco gloryfikujemy nieznany byt. Kobiety wydają się też mdłe dlatego, że nasze kobiece relacje są właściwie zawiłe. Nie ma kobiety zazdrosnej o drugą. Zazdrościmy najmniejszych detali, dlatego często też w postaciach, mimo że nie musimy posiadać mentalności homesksualnej (tfu, wręcz właśnie zazwyczaj są to heteryczki) tworzymy romanse między mężczyznami. Ponieważ tu się zjawia kolejny typ – mój mężczyzna tylko dla mężczyzny. Tworząc ciężko pracuję na tego mężczyznę, uznaję go za doskonałego, wartego równej doskonałości czyt. mężczyzny.
    Wtedy pojawia się satysfakcja, ponieważ jest też w niektórych kręgach przeświadczenie, że grać mężczyzną jest trudniej. Dlatego mamy ideał równy sobie.
    Zapędy starożytne, a nawet średniowieczne zostają na wieki. Czyli? Człowiek widocznie potrzebuje poszukiwań. A pamiętamy przecież Safonę, Platona i jego „Ucztę” gdzie na miejscu dziennym są więzi erotyczne między mistrzami i uczniami. Te więzy są wspaniałe, wręcz winno się nimi obnosić. Co zaś średniowiecza się tyczy, kiedyś uważano, że wszelkim cierpieniom ziemskim winna jest kobieta. Kobieta – kusicielka. Dlatego lepiej oblepić ją w łachmany dniem, a nocą przy paru zdrowaśkach wmawiać sobie, że jeśli mężczyzna ulży sobie przez otwór w szacie i zgodnie z kalendarzykiem kościelnym, to jest podoba się niebiosom, a kobietę swą okiełznał. Dlatego kobiety wydają się nieco mniej atrakcyjnie (choć zależy kto jak na to patrzy) Zresztą seksualność odgrywa tu dużą rolę. My kobiety wbrew pozorom lubimy władzę. Biologicznie mamy jej namiastkę, jeśli doprowadzimy do podniecenia mężczyznę, a nie doprowadzimy sprawy do końca sprawiamy mu ból fizyczny. Oczywiście mężczyzna może odwdzięczyć się tym samym, ale on sprawi nam ból psychiczny. Kobieta nad kobietą ma utrudnioną sytuację w kwestii tej władzy fizycznej. Tu chyba pogrzebany jest jeden z bodźców walki płci. Postacie kobiece nam kobietom wydają się nudniejsze również ze względu na to, że pragniemy władzy nad męskimi. Kobiety nieważne czy hetero, homo, bi podświadomie chcą władzy. Nad kobietami i mężczyznami.

    Kończąc ten niesynchroniczny wywód chciałabym tylko z osobistych powodów wrócić do pewnej postaci. Nie wiem czy kiedyś, to przeczytasz Gerda. Nie przepadam za Tobą, a Ty za mną. Nic w tym dziwnego i nie trzeba tego zmieniać. Jednak miałaś pewną postać, którą ukochałam. Zauroczył mnie jej kawałek historii. Nie chodzi o Gerharda. To był Bart. Chyba nigdy nie zapomnę brzydkiego chłopca zwiedzającego brudne ulice swego przedmieścia na czerwonym rowerku. Ja go wciąż widzę i kocham. Naprawdę. Ten czerwony rowerek. Żałuję tylko, że B. S. nie rozwinął się głębiej w fabule, bo siedzi głęboko w mojej pamięci. Czasem pamiętamy pewne postacie bardzo wyraźnie. Zakochujemy się w jednym elemencie. Ja ślę hołd bartowemu rowerkowi. Wy też macie takie postacie, wiem to. Powiecie jakie one były? Dajcie jakiś cytat z gry czy karty, który was zauroczył. Podzielcie się, to zdrowe.

    Jednak pamiętajmy, to wszystko jest zabawą, nie bójmy się zabawy po to jest PBF. Nie bójmy się eksperymentów. Nie przekładajmy swoich ambicji na postacie. Wtedy jest lżej, naprawdę. Nie udajmy pisarzy. Nie podawajmy się za nich, nie klasyfikujmy się. Po prostu bawmy się.

Wodniczka

Grafika: Dan LuVisi. Odwiedź profil artysty pod adresem http://danluvisiart.deviantart.com/

Komentarze (34)

  • Jednak pamiętajmy, to wszystko jest zabawą, nie bójmy się zabawy po to jest PBF. Nie bójmy się eksperymentów. Nie przekładajmy swoich ambicji na postacie. Wtedy jest lżej, naprawdę. Nie udajmy pisarzy. Nie podawajmy się za nich, nie klasyfikujmy się. Po prostu bawmy się.


    Oficjalnie zostałem Twoim wielkim fanem i obiecuję czytać sumiennie następne publikacje! Zgadzam się z każdym zdaniem tego tu cytyatu :) . Zabawa na PBFie, to jest "to" ;) .

  • Gość (Dżejus)

    Odnośnik bezpośredni

    http://giant.gfycat.com/CapitalIllIvorybackedwoodswallow.gif

  • Gość (Sygin)

    Odnośnik bezpośredni

    Yyy... ogólnie, to zupełnie się nie zgadzam z artykułem : O a bym potrzeby kreowania postaci męski przez kobiety nigdy nie motywowała tylko w taki sposób. Bo czyli, że co? Że Rowling marzy się nastolatek z blizną na czole? Że moim pragnieniem jest głupi jak but jedenastolatek, ktory ma problem z zawiazaniem sobie butów? Nie. Myślę, że kretujemy takie postacie, bo akurat na takie mamy pomysł :p

  • Oczywiście, że wszystko związane jest z pomysłem! W końcu, to zabawa, co zawsze podkreślam! Ale chciałam pokazać różne typy kobiet tworzących te postacie. A typ z pomysłem jest małą różnicą. Pomysł jest pierwszy, potem tworzy się typ. Jest sporo takich, które myślą tym systemem. Tylko przystojny model na twarzy (taki któremu by się nie odmówiło) albo wedle innych pragnień twórczych potem rodzi się jakiś niewyobrażalny magnetyzm z postacią. Tak czy siak z czasem do postaci, którą grasz się przywiązujesz. A jakiś powód do powstania tego przywiązania musi powstać. I po prostu chciałam odróżnić kobiety. Właśnie odróżnić, nie wszystkie są takie same, ale też nie kompletnie różne. Jest punkt spajający. Zabawa. Coś musi być w tym typie mężczyzny, który się tworzy ciekawego dla kobiety, bo po co wtedy by go tworzyła? Żadna z tego zabawa. A Rowling nie wiem jakie miała motywy, może przenosiła własne ego, może upatrywała się idealnej postaci wcale nie w Harrym, przecież wiele razy tak jest, że pisząc coś niekoniecznie lubimy głównego bohatera.
    No i przede wszystkim dziękuję za komentarze! Każdy jest obłędny na swój sposób 8)

  • (no i właśnie, alem dziś zaspana, przepraszam za potargane słowa! No ale jeszcze przed pomysłem i typem jest motyw. Bardzo ważna sprawa, na to też chciałam zwrócić uwagę. Bo po coś robi się tych mężczyzn jako postacie. Czasem dla zwykłego śmiechu, czasem dla innych dla romansów, czasem dla formułowania dziwnych zdarzeń. Łoooo ale jestem śpiąca! Jeszcze raz dzięksy, fajnie, że ktoś czyta <3 A nawet więcej niż jeden ktoś, o!)

  • Gość (Domowir)

    Odnośnik bezpośredni

    Przeczytawszy pierwszy raz ten tekst, czułem się tak, jakbym znalazł się w kościele zielonoświątkowców. Ogarniało mnie niezrozumienie i potrzeba, jak najszybszej ewakuacji z miejsca mi obcego i nieprzyjaznego. Potem poczułem w sobie ciekawość. Oszalałem, zostałem u tych „świrów”.
    Odgrywanie romansów czy wątków obyczajowych jest popularne wśród płci pięknej, która ta lubi sobie grywać na forach second life. Takowe fora nieco mi przypominają symulator życia barwnej i popularnej persony. Tworząc piękną kobitkę, drogie panie nie mogą zapomnieć o jej wizytówce – przystojnego mężczyzny wykreowanego specjalnie do romansideł. Spoko. Jak pisała Wodniczka, jest to – chyba – normalne. Potem następuje nuda i – być może – chęć napisania męskiej postaci, nieszczególnie przeznaczonej do bliskich i bliższych stosunków interpersonalnych.
    Nigdy nie zagłębiałem się w psychologię graczy w spódnicach, ale coś mi mówi, że w naturze kobiety jest częste odgrywanie czegoś głębokiego, naładowanego emocjami – dla zabawy czy też nie. Dlatego odgrywanie postaci brzydkich, słabych psychicznie, skazanych na alienację wzbudza w dzierlatkach odmienne, być może i świeże doznania. Wodniczko, ciekawie to przedstawiłaś. Z jednej strony – od strony realnego życia – unikacie kompletnych debili – jak inaczej nazwać połączenie brzydala z nieprzystępną, aspołeczną, wrogą do ludzkości osobowością, do tego pozbawioną pewności siebie czy jakichkolwiek silnych cech – z powodu ich ułomności, ale z drugiej strony – podejście gracza do postaci, kreacja fikcyjnego bohatera na rzecz rozgrywki na forum – interesuje Was wcielenie się w omawianego debila, który sobie, po prostu, nie radzi z ludźmi.
    Dla mnie jest to bardzo podobne zjawisko, które towarzyszy przy postaci niemal doskonałej. Wylansowany lovelas mający powodzenie jest jednostką wyróżniającą się. Smutny brzydal również. W wariancie gry aspołeczną postacią odwracamy szachownicę, przynajmniej ja tak na to patrzę. Znudziło się nam indywiduum klasyczne – do pospolitych romansów – tworzymy nowe – do siania szyderstw, nieatrakcyjności i innych negatywów. Oba przypadki przedstawiają wyjątkowego bohatera w świetle albo dobrym, albo złym. Ten akapicik poświęcam w omawianiu pewnego wyzwania, które zostało przez Wodniczkę poruszone. Według mnie najtrudniej jest odgrywać postać... po prostu szarą. Wpasowanego w świat kolesia, który nie ma samych złych czy samych dobrych cech. Po prostu ma cechy, które tworzą z niego człowieka z krwi i kości. Czytając Ciebie, Wodniczko, odniosłem wrażenie, że lubisz charakterystyczne osobistości. Wyróżniające się – w tym wypadku wyróżniające się swą niedoskonałością.
    Co do – nie jestem ekspertem, ale to chyba podchodzi już pod socjologię – poruszanego w artykule odkrywania mężczyzn, powiem tylko tyle: przypomina mi to szkolenie komandosek, które mają wejść na jeszcze niezbadane terytoria. Przeprowadzają symulacje, aby potem się nie zdziwiły... wizualną nowością. Cóż, jeśli odgrywanie brzydali jest w pewien sposób pomocne do późniejszego nawiązywania relacji z osobami podobnymi do tych fikcyjnych – nie widzę problemu. W sumie, nawet jest to ciekawe, chociaż... niecodzienne.
    Przedstawiony opis natury kobiecej nie zostanie przeze mnie poruszony. Nie jestem na tyle szalony, aby próbować zdefiniować anomalię, jaką jest kobieta. Powiedzmy, że przytaknę na resztę tych słów. Przytakuję.

    Artykuł jest ciekawy, bo mniej-więcej pokazuje popędy, motywacje do tworzenia postaci męskich przez graczy płci pięknej. Jeśli nie większości, to przynajmniej samej autorki. Niemniej jedno dotyczy wszystkich i jest to niezależne od płci: dobra zabawa, bo właśnie o nią konkretnie chodzi w PBF-ach.

  • Ja, wybaczcie, ale jestem zła na ten artykuł. Jak dla mnie on ukazać się nie powinien - nie w tej formie. Za chwilkę wyjaśnienie czemu mam takie odczucia.
    Piec lat (a może nawet piec i pół roku licząc moje prace badawcze) spędziłam na uczeniu się, jak zrozumieć społeczeństwo. Oczywiście, wszyscy i tak doszli do wniosku, że do końca się nie da wszystkiego ogarnąć, ale my z dyplomem socjologa jesteśmy bliżej niż dalej. Doskonale pamiętam też dwa zdania wypowiedziane przez jednego z profesorów - „statystyka kłamie” i „wszyscy wokoło będą udawać pseudo-socjologów, bo im się wydaje, że coś wiedzą”. I właśnie to drugie zdanie chciałam odnieść do tego tekstu Wodniczki.
    Większości z nas się wydaje, że jak ja coś lubię, że jak moja koleżanka coś lubi, a potem jeszcze kuzyneczka od strony mamy – no to coś jest na rzeczy, tak? Teraz musimy sobie to na chłopski rozum wytłumaczyć – no tak, no przecież to jest tak, a nie inaczej! To na pewno tak działa, no bo przecież aż cztery osoby (pięć, sześc?) myśli tak samo jak ja! Teraz trzeba ubrać to w super słowa i sprawić tak, by brzmiało mądrze.
    Tak oto powstaje zalew felietonów o tematyce wszelakiej, gdzie każdy gra eksperta.
    No bo jak to tak, ja się nie znam? Jasne, ze się znam, przecież ten problem mnie dotyczy. To coś wiem, nie?
    Nie chcę tu udowadniać, że Wodniczka źle pisze, czy że tematu nie ma. Jest i dobrze że autorka go poruszyła. Problem polega na tym, że aby pisać o czymś takim jak „dlaczego kobiety lubią wcielać się w mężczyzn” to trzeba zrobić spore badania. Żeby wyciągać wnioski, trzeba się zastanowić – a co jeśli mi się coś tylko wydaje? Co jeśli moja hipoteza to pic na wodę, fotomontaż? Żeby się wypowiadać za resztę, trzeba opinie reszty poznać. Trzeba wypytać setki kobiet, trzeba zadać im pytania, porozmawiać, poczytać, poobserwować, poeksperymentować. Potem można ewentualnie ośmielić się o wyciągnie (wciąż subiektywnych) wniosków.
    Tekst Wodniczki działałby tylko jako „zdanie własne o sobie samej” - ja tak mam, opowiem wam czemu ja tak lubię. Mów o sobie a nie o innych jak oni się nie wypowiedzieli.
    W żadnym wypadku nie chcę nikogo obrazić ani umniejszać jedno zdolności. Po prostu moim zdaniem ktoś się zapędził – autorka, pisząc o wszystkich, oraz redakcja dając ten tekst bez zastanowienia się.
    Pomyślmy – co w takim temacie należałoby poruszyć i zbadać? Tu mamy tyle płaszczyzn, począwszy od samej idei RPG, po seksualność, tożsamość i aktorstwo. To tak jakby spłycać temat o „drag queen” do tego, że ktoś lubi ubierać staniki. Wnioski bez argumentów, bez badań, bez wiedzy, bez zaplecza – mijają się z celem, nic to nie daje.
    Takie moje skromne zdanie.

  • Po pierwsze ja nie studiuję ankiet nigdy tego nie robiłam i nie chcę robić. Badania również mnie nie interesują. Poza tym badania, to kwestia na nieco inne publikacje nie sądzisz? Nie jestem naukowcem i nie mam zamiaru kreować się na niego. Jestem obserwatorem. Tak właśnie, obserwatorem i tyle mi wystarczy. Piszę o zaobserwowanych przypadkach i nie mam się za eksperta. W końcu sama klasyfikuję się do pewnego typu, prawda? Stawiam się na równi z tymi graczami i też widzę swoje początki w początku wielu. Nie chciałabym aby ktoś patrzył przez ten pryzmat na mnie. Bo jest jedna rzecz w moim życiu, pisaniu, tworzeniu, studiach. Mateczko we wszystkim - zabawa. Nigdy nie traktuję czegoś na tyle poważnie. Nigdy. Jeśli miałabym robić badania zajęłoby to lata, nie znalazłabym aż tylu kobiet, a i musiałabym też podeprzeć się drogocenną literaturą. A takowa raczej nie istnieje, bo pbf, to twór stosunkowo nowy. A do takich prac nie dodaje się raczej informacji z internetowych encyklopedii. Także absolutnie nie mam się za eksperta. Mam się za obserwatora, dlatego lubię wyróżniać typy. Zaobserwowane typy. A wszystko jest zabawą, daleko mi zatem do BADAŃ. A FUJ! W życiu, wystarczą mi nudne prace roczne na studiach. Widzisz NibiNibi. Moje a Twoje podejście jest różne. Ja nie mam zamiaru gloryfikować tego typu zjawisk na szczebel badań. Nie chcę robić z tego nauki, ja się po prostu bawię. Pisząc ten artykuł również się bawiłam!
    No i jeszcze raz wszystkim dziękuję za komentarze, fajnie jak wybucha dyskusja! Znaczy, że było warto, może dlatego redakcja umieściła ten tekst? ;> Ale tu nie będę wchodzić w cudze motywy. Pewnie mieli swoje powody.

  • Badania socjologiczne to nie tylko ankiety i statystyka. To własnie OBSERWACJA, śledzenie dokumentów, czytanie i wchodzenie w interakcje z badanymi. Więc w jakimś stopniu, mówiąc, że obserwujesz - badałaś. W koślawy sposób.
    Nie zrozumiałaś o co mi chodziło. Piszesz o sobie przenosząc to na innych ludzi - ja tak mam, to większość też. Tak sie nie powinno robić. Obserwujesz i typujesz - czyli juz ludzi dzielisz na grupy i tworzysz systematykę. Z tym sie zgodzic nie mówie.

  • A i właśnie Domowirze masz całkowitą rację z tym, że wyróżniam dziwne typy z sentymentem i ciepłem, dlatego tu tyle subiektywizmu! Ale zaznaczam go już nawet w pierwszym cytacie. Takie moimi oczami i przemyśleniami. Lubię luźne formy dlatego nigdy nie będę tworzyć czegoś z badaniami. Jednak nie wiedziałam, że jest to aż tak widoczne! I w pewnym sensie się obnażam. Ajajajajaja. Widzicie jak dobrze czasem czegoś dowiedzieć się o sobie. Dzięki Twojemu komentarzowi widzę jak bardzo pokazałam swojość. Być może winnam nad tym nieco popracować, ale już sama nie wiem, ponieważ to lubię. Hm...Narobiłeś mi tematu do dyskusji z samą sobą! Dzięksy!

  • Gość (Domowir)

    Odnośnik bezpośredni

    Badania badaniami, ale forma artykułu została utrzymana. Czytaliśmy felieton, a felieton jest subiektywną publikacją napisaną okiem samego autora, które nie musi – niemniej jest to mile widziane – popierać swe słowa jakimiś naukowymi dowodami. Autor pisze swój komentarz do rzeczywistości, i tyle.
    Dlatego wątpliwości przedstawione przez NibiNibi są nie na miejscu, ponieważ zasiadając do felietonu nie powinniśmy spodziewać się eksperckiej analizy. Cóż, dlatego wątpliwości natury naukowej należy według mnie zostawić na inny tekst, który miałby być pseudonaukowy.
    Swoją drogą, fajnie byłoby poczytać eksperckie wywody na temat środowiska PBF przedstawione okiem kogoś, kto zna się na takich badaniach. To byłoby ciekawe.

  • Racja obserwacja też nauka. Jednak jeśli tak, to w każdej kwestii. Fizycznie, chemicznie, polonistycznie. A fizykiem przecież nie jestem. Socjologiem również. A jeśli patrzę na trawę i mówię - ooo jest zielona. To mam prawo mówić, że badam i jestem przyrodnikiem? Mam, ale nie zgłębiajmy się w taką skalę, bo robi się błędne koło. Głupie koło. Nigdy nie chciałam stylizować się na naukowca i będę szerokim łukiem omijać tego typu zachowań. Absolutnie nie uważam, że jeśli ja mam tak, to ktoś również. Dlatego do tego małego artykułu spytałam parę osób o ich odczucia. To by było bardzo słabe, gdybym napisała o sobie tylko i wyłącznie, choć dużo tu mnie, to nie podpinam pod siebie ludzi. W takim razie mogłam napisać o sobie czyż nie? Szczególnie, że osobiście kwalifikowałam się do jednego typu. Potraktowałam siebie tak samo jak innych. Sklasyfikowałam się. Badać jeśli mamy już iść takowym tropem, bada każdy, każdego dnia. A koślawe sposoby są według mnie najciekawsze. Ale tu zależy co każda z nas przez to rozumie. Pewnie co innego. Tyle tu więcej i nawet sporo mnie, że jest mój język i między typami, a szczególnie w jednym typie mój, własny sentyment jak zauważył Domowir :D

  • dlatego w moim wywodzie użyłam cytatu:
    „wszyscy wokoło będą udawać pseudo-socjologów, bo im się wydaje, że coś wiedzą”
    i tyle

  • (a i zaznaczam parę osób, małego artykułu. nie próbujmy tego gloryfikować na miarę naukową.)

  • Może to tylko moje wrażenie, ale styl artykułu jest ciężki do czytania. Przypomina mi kłąb kabli wyciągniętych z pudła. Niby się je włożyło ładnie ułożone, ale po jakimś czasie są splątane niczym węzeł gordyjski.
    Miałam co najmniej kilkanaście postaci męskich i jakoś nigdy nie patrzyłam na ich tworzenie pod kątem opisanym w artykule. Potrzebowałam faceta, to go robiłam. Nie z powodu chęci poznania jak to jest pisać męską postacią, choć pewnie przy pierwszej tak właśnie było, aczkolwiek wydaje mi się, że była to bardziej niepewność czy dam radę pisać mężczyzną. Niewiele też moich postaci wdawało się w romanse, częściej potrzebni byli do standardowego kopania tyłków i laniu w mordę.
    W artykule razi mnie nadużywanie "my, nasze, nas, etc." przez co autorka wydaje się narzucać swoje przemyślenia i wnioski wszystkim wokół. Ale może to tylko ja i moja niechęć do narzucanych mi rzeczy. Nie mogę się też nie zgodzić z tym co napisała NibiNibi w swoich komentarzach. Zabrakło mi w tym artykule takiego rozeznania się na PBF-owej scenie, przepytania grupy kobiet na temat powodów tworzenia męskich postaci, doświadczeń z grania tymi postaciami, etc.

  • ohoho znalazłam odnośnik! My, nasze często używam tej formy, ale w sensie luźnym. Ponieważ odnoszą się do konkretnego typu. Tak jakbym chciała pokazać Ci o to jest ten typ i mówi tak. One mówią tak. Nie narzucam Ci chyba czegoś, gdy piszę "wiele z nas" wiele, nie musisz być wiele. Absolutnie. Wiele tych, z którymi ja miałam styczność. Zresztą tu góruje liczba mnoga, ale w sensie pewnego typu zbiorowości. W jakim zdaniu narzuciłam Ci coś albo utożsamiłam na siłę? Pisałam o tym z czym się spotkałam jako pewną, małą zbiorowości. Widocznie do nie nie należysz, nic w tym dziwnego czy złego. Zresztą uwielbiam liczbę mnogą, pozostałość po miłości socjalistycznej. Często też tworze inne twory w liczbie mnogiej.Ale bardziej "wizualnej" patrzcie idą pewne dziewczynki, które kiedyś poznałam i mówią tak, ot. Poza tym fajnie, że nie czujesz tu swojej tożsamości, bo dzięki temu jest ciekawiej.

  • Nie napisałam nic o narzucaniu na siłę, lecz o samym narzucaniu w sensie, że artykuł takie wrażenie sprawia, zapewne przez używanie form "my, nas, nasze". Razi mnie taka forma artykułów, w których autor z góry umieszcza czytającego w swojej - jak to sama określiłaś - zbiorowości. Czuję się wtedy jakby wepchnięta w krąg osób, których przekonań czy poglądów w ogóle nie podzielam, a to wywołuje u mnie natychmiastową reakcję. I jak wspomniałam, brakuje mi chociażby kilku zdań o tym, jak temat tworzenia męskich postaci przez kobiety postrzegają one same.

  • Okej rozumiem, ale właśnie czasem znajdujemy się w pewnym kręgu, których poglądów nie podzielamy. Chyba takie kwestie są najbardziej interesujące po części. Próbowałam zamieści jak te typy kobiet, które wyróżniłam postrzegają swoje męskie i innych postacie. Jednak przede wszystkim przez pryzmat własnych postaci. Niestety taki mam styl i tak piszę. Dużo. Naprawdę dużo. Szczególnie właśnie z wizualizacją zbiorowości jak to określam. Rozumiem Twoje przygnębienie. No cóż nie wiem, co Ci odpowiedzieć. Czasem ktoś lubi lody truskawkowe, czasem pistacjowe. Dobrze, że jesteś z tych co nie koniecznie lubi moje słodkości. A właściwie nie trawi. Dobrze, bardzo dobrze!

  • Dlatego ja Ci piszę - Absolutnie nie będę udawać socjologa, ponieważ nie interesuje mnie tego typu podejście. Nigdy. Ja się bawię. I nie przypinaj mi takowego stanowiska, bo na jakim przykładzie? Nie chcę, żeby mnie kojarzono z pseudo-socjologiem.To brzmi źle. Teraz ja mam wrażenie, że przypinasz mi takową łatę, bo studiowałaś pięć lat, to stanowisko, które osobiście mnie nie kręci. Pseudo. Ponieważ robię na małą skalę i bawię w skojarzenia. Hm, a ja nawet nie lubię socjologów, socjologicznych stanowisk, socjologii jako słowa i pisowni. Ach każda nauka jak się chce ma wiele wspólnych elementów. Ale ja się odcinam od nauki w pojmowaniu górnolotnym. Dlatego irytuje mnie takie określenie - "pseudo-socjolog" jak ja nie mam zamiaru w żadnej kwestii stylizować się na socjologa. Pseudo gdy ktoś się kreuje. Ja nie kreuję. Dlatego w tej kwestii się nie zgodzę. I nawet przez myśl mi nie przeszło! Mnie w ogóle to nie motywowało, ani interesowało takie stanowisko. Jak się chce można ze wszystkiego zrobić błędne koło. Obserwacja - badanie owszem. Nieudolne? Ja tak tego nie traktuję. Nienaukowe. Zabawne. Dla chwili. Nie lat i potomnych. I w życiu nic z socjo. Psedo w wypadku jeśli to wydaje Ci się nieudolne i kojarzy z socjologią. Proszę bardzo. Ale nigdy nie kreacji. Mojej własnej.

  • to co napsasła Jane - piszesz "my, nasze, nas, o nas". Wtedy zaczynasz uogólnianie. Człowiek żyjący ma to do siebie, ze usiłuje sam sobie wytłuamaczyć jak coś działa. Problem zacyzna się, gdy idziesz z tym do mediów i zaczynasz o tym pisać/mówić uogólniając problem i przenosząc swoje hipotezy na całą resztę.
    My kobiety, my mężczyźni, my gracze - my, czyli kto?

  • Post wyżej, co do Jane. My, wy, wasze w sensie wizualizacji, chyba jest to odczuwalne. Tak jakbym dawała głos małej grupce, typu, który zaobserwowałam. Nie przenoszę swoich hipotez, ponieważ nawet ich nie tworzę. Przepraszam tylko jedną. Końcową. Związaną z zabawą. Absolutnie nie chcę uogólniać. Choć ciężko zmieścić świat w probówkę bez tego. Nikomu się, to nie udało. No, ale tu już odchodzę od tematu. To było moje luźne doświadczenie i doświadczenie małych grupek, które w tej kwestii widziałam, a one siebie. Nie wiem czy jest to uogólnienie. Nie. Po prostu wyróżniłam mniej grup niżbym mogła. A mogą powstawać od tego inne grupy i pod grupy. Jak drzewka. Ja sobie zrobiłam małe drzewko. A raczej jego pień. Dobrze, że wy macie inne doświadczenia i macie pomysły na inne grupy. To nie jest kompozycja zamknięta. Zawsze może mieć inne końcówki, odgałęzienia. Dobrze, że nie jest zamknięta! Twórzcie i inspirujcie kolejne typy.

  • Jeśli by było to odczuwalne, nie miałabym wątpliwości. Hipotezę przedstawiasz przez cały tekst - i analizujesz. Subiektywnie (bo inaczej się nie da), ale wyjaśniasz.
    Sama sobie przeczysz, mówisz, że nie chcesz być ekspertem, nie uogólniasz i badań nie robisz, a opisujesz grupy, zależności, definiujesz i opisujesz.
    To jak to jest - piszesz o sobie, czy o innych?

  • Nie zawsze kiedy poznaje ludzi i relacje między nimi, obserwuje je mam się za eskperta. Do tego zdolny jest nawet mało elokwentny pan spod budki. Może mówić "Moje rodzina taka siaka. Baby w moim domu, takie siakie." I jest ekspertem? Obserwuje, definiuje, opisuje, tworzy zależności. Wszyscy, to robią na każdym kroku codziennego życia. I nie mają się za ekspertów. Nie przechodzi im to przez myśl, ponieważ, to całkiem naturalne. A bycie ekspertem nie jest naturalne. Jest nabyte. Ciężko nabyte.
    Piszę o tym, co znam. Próbuję definiować, co znam dzięki innym głosom. Dzięki tej wizualizacji, aby było lżejsze i postrzegane innym okiem. Piszę i o tym i o tym. Bo sama osobiście widzę się w jednym typie.
    Nie piszę, że nie ma tu błędów. Skoro są takowe wątpliwości musi coś być nieczytelne, mało widoczne. Następnym razem, to przydatne. Ponieważ mi coś wydaje się naturalne, proste, wizualne. A komuś niekoniecznie. Tak już mam, zazwyczaj piszę tylko dla siebie i przyjemności. Przyjemność pozostanie, ale pierwszą kwestię rozważę aby było bardziej wyraźnie, czytelnie. I nie wiem jeszcze jak, może zabawowe ostrzeżenie. Bo raczej własnego języka i formy nie zmienię zbytnio jestem przywiązana. I zwyczajnie lubię. Ot.

  • (Mogą być tylko twoje skojarzenia, nie moja kreacja. Ponieważ ona jest kompletnie inna od takowych wywodów, wybrałam inną formę. Formę, w której czuję dobrze. Luźny artykuł, felieton. Luz.) Nie umiem robić takich fajnych odnośników, do wypowiedzi :<

  • Wodniczka - właśnie przed chwila w odpowiedzi napsiałas dokładnie to, co ci zarzucam, a przed czym sie broniłaś. I broń boże nie mam cię za eksperta, własnie o to mi w tych chodzi.

  • Masz mnie za pseudo eksperta, A ja Ci napisałam - Dlatego irytuje mnie takie określenie - "pseudo-socjolog" jak ja nie mam zamiaru w żadnej kwestii stylizować się na socjologa. Pseudo gdy ktoś się kreuje. Ja nie kreuję. Dlatego w tej kwestii się nie zgodzę. I nawet przez myśl mi nie przeszło! Mnie w ogóle to nie motywowało, ani interesowało takie stanowisko. Jak się chce można ze wszystkiego zrobić błędne koło. Obserwacja - badanie owszem. Nieudolne? Ja tak tego nie traktuję. Nienaukowe. Zabawne. Dla chwili. Nie lat i potomnych. I w życiu nic z socjo. Psedo w wypadku jeśli to wydaje Ci się nieudolne i kojarzy z socjologią. Proszę bardzo. Ale nigdy nie kreacji. Mojej własnej.

    Co do eksperta odnosi się tak samo. Nie wydaje mi się bym sobie przeczyła. Wystrzegam się takowej kreacji i przez myśl mi nie przeszła.

  • Przeczytałam ten artykuł na świeżo, tzn. od razu jak wyszedł i również jak Nibi i Jane po przeczytaniu stwierdziłam, że mi zupełnie nie leży. Pomijam kwestie merytoryczne bo nigdy nie grałam męskimi postaciami więc nie mogę się na ten temat wypowiedzieć z własnej perspektywy, chociaż mam sporo znajomych które grają męskimi postaciami już kilka lat. Z czasem gdy artykuł wisiał na portalu zwątpiłam , czy może skoro innym się podoba to ze mną jest coś nie tak. Szczerze? Przeczytałam do końca z czystej ciekawości, bo widziałam Cię kilka razy na SB w akcji i byłam ciekawa, jak to nakreślisz ale czytało mi się to bardzo nieprzyjemnie. Styl jest chaotyczny, pomijam to uogólnianie ,,my, nasze" itp bo już pewnie o tym wiesz - mi zupełnie nie pasuje to osobiste wtrącenie na samym końcu, tym bardziej fragment Nie przepadam za Tobą, a Ty za mną. Czytam artykuł = nie interesuje mnie z kim autor ma na pieńku a z kim sypia, interesuje mnie problematyka, którą w artykule przedstawia. Według mnie lepiej to napisać w komentarzu, niż w artykule w którym nie powinno być na to miejsca.

  • Gość (Sygin)

    Odnośnik bezpośredni

    Myślę, że błędem w tym tekscie przede wszystkim jest właśnie używane słów "my", "nasze", etc. zamiast tych właściwych: "ja uważam", "moim zdaniem", "ja", "zapytałam kilka dziewczyn". Gdyby je zamienić, to wszystko miałoby inny wydźwięk. : o

  • Pewnie tak, ale nie lubię tego typu zwrotów. Kojarzą mi się z wypracowaniami na polskim w liceum czy gimnazjum. Ja lubię właśnie wizualizację, chaos, humor, zbiorowość w sensie właśnie wizualizacji. Taki mam styl, którym operuję już od paru lat. Tak piszę o różnych rzeczach. Tak też często przenoszę wszystko na inne opcje twórcze. To nie jest mój pierwszy artykuł, ani pierwsza w życiu napisana rzecz. Tak się kształtowałam, aż doszłam do obecnej kreacji, którą lubię. Jednak nie musi się podobać każdemu. Debiut w tematyce pbf, ale nie ogólny. Wiem, że nie mam uniwersalnego stylu, ale właśnie za to go lubię i chaos. Naturalnie mi to po klawiaturze skacze i cieszy! Bardzo cieszy! To najważniejsze. Także w takim tonie i stylu wszystko będzie wychodzić spod moich palców. To moja charakterystyka. A więcej o tej zbiorowości pisałam dwa posty wyżej. Nie każdemu się podoba, to dobrze! Naprawdę.

  • Myślę, że można trochę odpuścić autorce tego tekstu. Trudno mi dyskutować o merytoryczności tekstu z oczywistych względów i może faktycznie uogólnianie mogło sprawić złe wrażenie, ale przecież nie trzeba identyfikować się z tym tekstem, a komentarze pokazują, że w istocie nie jest to absolutnie wyczerpanie tematu.
    Podciąganie socjologii i na silę czepiania się naukowości, tam gdzie jej nie ma też jest trochę przesadzone. Szczególnie, że socjologia równie dobrze może być okrzyknieta pseudonauką jako całość idąc myślami Feynamana, który pisał o wątpliwej wartości badań psychologiczno-socjoligicznych czy choćby Imanuela Kanta "W każdej nauce jest tyle prawdy, ile jest w niej matematyki", choć tu może socjologie ratuje jeszcze trochę statystyka... W każdym razie nie chodzi mi tu o deprecjonowanie samej nauki, a raczej bezsensownego powoływania się na nią. Wystarczy to traktować jako opinię autorki.

    P.S. Jest to pierwszy tekst Wodniczki na portalu o ile się nie mylę, dajcie jej szansę, nikt nie pisał świetnych artykułów po pierwszej publikacji.

    Komentarz ostatnio edytowany około 6 lat(a) temu przez Otorek
  • Chaotyczny i nieskładny- może i prawda, bo w niektórych momentach ciężko jest wyłapać jego sens, ale to nie jest ważne, bo sam pomysł na artykuł trafia jak najbardziej do czytelników, z wieloma faktami zgadzam się w stu procentach. Nie każdy jest polonistą, tak samo jak nie każdy potrafi bezbłednie i rzeczowo pisać i wyrażać swoje zdanie. Ja wiem, że w naszej PBF'owej i nie tylko społeczności, trendy jest bycie wiecznym hejterem i malkontentem, ale zamiast tak naskakiwać na autorkę, może powinniśmy docenić jej pracę i włożony w artykuł czas, jak i wsparcie portalu? Może ci, którzy tak wytykają wszelkie błędy sami wsparli by Vision Lighthouse swoim tekstem? Ja osobiście doceniam starania autorki, bo nie dość że jej się chciało włożyć w to czas i swoją pracę, to poruszyła bardzo trafny temat.

    Zgadzam się w stu procentach z tym, że ta kobieca część społeczności bardzo zżywa się ze swoimi postaciami, niezależnie czy to postać męska czy też kobieca. I tu można winić chyba najbardziej tę naszą większą emocjonalność, o której mówiła autorka. Co do samych powodów wybierania męskich postaci poprzez kobiety- tak, w swojej karierze natknęłam się na całą masę zupełnie pustych, niekształtnych męskich postaci, które poza wielbionym wyglądem nie miały w sobie zupełnie nic, ale tutaj potrzebna byłaby chyba głęboka analiza społeczności PBF'owych wielbicieli SL'i, by móc coś więcej o tym powiedzieć. Dlaczego pustych? Pewnie dlatego właśnie, że robione są "dla koleżanki", co by wpisała kolejny odnośnik do romansów w swoich relacjach, co podkreśliła w swoim artykule autorka. Do odgrywania postaci innej, nie przynależnej naszej, płci trzeba na prawdę się przyłożyć i myślę, że doświadczenie robi swoje. Jeżeli ktoś odnajduje się w kreacji swojego bohatera, odnajdzie się również we wcieleniu nie przynależnym nam samym. To tak, jak byle jakiej klasy aktor nigdy nie odegra dobrze wymagającej roli. ...
    Powodów wybierania takich postaci jest jednak dużo więcej, niźli wymieniła autorka. Nie mocą jest jednak wymienienie ich wszystkich, bo każdy ma inne powody, inne gusta, tak samo jak i inne zainteresowania.
    ...
    Osobiście, czuję się jak ta Anka z pierwszego zdania artykułu. Nie potrafię grać kobietami! A może inaczej, nie czuję satysfakcji kreowania bohatera tej samej, co moja płci. Potrzebuję wyładowania emocji, co jest jednym z aspektów mojej gry na PBF'ach- kobiety podświadomie uznajemy za słabsze, a ja potrzebuję postaci, na której mogę te wszelkie złe emocje wylać. Pobić kogoś, zbrukać swoje dłonie krwią, poderżnąć komuś gardło. Być tym stu procentowo złym mężczyzną, który nie posunie się przed niczym. Uwielbiam planować, snuć intrygi, działać. Budować powolutku własny gang i zacząć trząść miastem. Myślę, więc że wybór męskiej postaci czasem jest też kierowany po prostu upodobaniami co do samej gry- do tego, co chcemy na niej robić, czym zająć własną postać, a czasem wykorzystanie w danej roli kobiecej postaci byłoby dla nas po prostu czymś niezbyt racjonalnym.

  • Gość (Kelan)

    Odnośnik bezpośredni

    Zgadzam się z Otorkiem. Powyższy artykuł jest pierwszym, jaki Wodniczka opublikowała na łamach Vision Lighthouse i chwała jej za to, że chciało się jej go w ogóle napisać. Teksty tego typu mają to do siebie, że prezentują subiektywne spojrzenie na dany temat. Ponadto każdy myślący czytelnik jest świadom, że przemyślenia autorki nie odnoszą się do całej społeczności kobiecej, a określenie "my" jest jedynie uproszczeniem. Jakiś czas temu Jass napisała tekst o magii, z którym mocno nie zgadzał się Punkracy. Zachęciłem go wtedy, by napisał podobny felieton ze swojego punktu widzenia i faktycznie tak zrobił.

    Powyższy tekst jak widać nie spotkał się z całkowitą negacją czytelników i czytelniczek. Część nawet opinie Wodniczki nawet popiera, a dodatkowo artykuł zachęcił do dyskusji, co uważam za sukces. Jeśli ktoś ma odmienne zdanie od autorki i chciałby się nim podzielić w formie publikacji na VL - gorąco zachęcam. Wodniczce dziękuję za czas poświęcony za powyższy tekst i mam nadzieję, że nie jest to jej ostatni artykuł na portalu.

    A wszystkich zachęcam do pisania :)

  • Oczywiście, że nie jest ostatni! Kolejne w przygotowaniu. I jeśli ktoś będzie czytał następnym razem od razu mnie pozna, ponieważ takie formy lubię i piszę już od sporego czasu w ten sposób. Nie wiem jakie macie tu pierwsze testy, ja mam tę pewną swoistość od sporego czasu. Jednak chyba dobrze, gdy jest różnorodność. Jeśli ktoś ma zamiar pisać pracę naukową również z chęcią poczytam, tylko to zapewne po upływie lat. Takie zasady :<
    Dla mnie ważne, że nie było nudno. NAJLEPSZE!
    Także pamiętajcie lekkość, humor i pacynki. O ile jeszcze na coś mego się natkniecie :>

  • Gość (Piórko Feniksa)

    Odnośnik bezpośredni

    Cóż, ja tekstu nie traktuję jako wywodu naukowego czy tam statystycznego popartego badaniami czy wywiadami. Ba, nawet sama nie odczułam tego, żeby autorka w sposób rażący nadużywała form "my", "nas". Chwalę, że autorka je napisała i ułożyła w tekst. Dawno nie widziałam tekstu autorstwa nie kogoś z redakcji, więc się to chwali. Ja nie grałam nigdy postacią męską, nie mam nawet zamiaru tego robić. Czemu? Uważam, że psychika kobieca jak i męska to dwa oddzielne światy. A to w czym nigdy nie uczestniczyłam i nie doświadczyłam nie odegram dobrze. Powody o których pisze autorka są dla mnie .. neutralne. Nigdy nie zagłębiałam się w nie, choć mogę się zgodzić, że spełnianie fantazji i wcielanie się w 'bad boysów" może mieć jakieś ukryte psychiczne aspekty. Ale ja psychologiem nie jestem, więc nie będę się wypowiadać i udawać mądrej w tej dziedzinie :)

    Komentarz ostatnio edytowany około 6 lat(a) temu przez Gość
Dodaj komentarz