Przygoda "Crossovr Herbia i Everold"

Miejsce, gdzie chętni mogą poprowadzić lub wziąć udział w krótkiej sesji PBF. Jest to też niezły sposób na reklamę swojego PBFa - dla niezdecydowanych możesz poprowadzić szybką misję w klimatach Twojego forum.

Postprzez Isair » 25 maja 2013, o 15:28

Na początku ogarnęła ws ciemność, gdy tylko przekroczyliście portal. Po chwili, nagle waszym oczom ukazała się jak by droga zrobiona z czystej jasno świecącej energii, która mknęła z zatrważająca szybkością.
Wy natomiast czuliście się dziwnie, jak bycie byli rozciągani przez dwie niewidzialne dłonie, co prawda bólu nie czulicie ale było to jednak dosyć dziwne uczucie, można nawet rzec że niezbyt przyjemne to było. Wtedy nagle przed waszymi oczyma rozbłysła kula światła która sprowadziła ponownie ciemność na wasze oczy.

***

Ciemność, powoli odchodziła a niewyraźne kształty w półmroku zaczęły powoli się wyostrzać. Dziwne uczucie rozciągnięcia minęło a wasze zmysły powoli powróciły do pierwotnego stanu, i wtedy nagle spostrzegliście że dotarliście się w jakiejś komnacie, wielka i olbrzymia sala podtrzymywana była prze dwa rzędy wysokich prawie dziesięciometrowych kolumnami z czarnego niczym noc granitu.
Ściany natomiast poozdabiane były wywołującymi ciarki płaskorzeźbami przedstawiające demony i inne dziwne powykręcane i zdeformowane maszkary oraz inne dziwne sceny żywcem wyrwane z najgorszych koszmarów. Co prawda nie wiedzieliście gdzie jesteście ani co to za krain, ale na krainę bogów to nie wyglądało.
Też również nie byliście tam sami, było tam sporo osób trzydzieści lub nawet czterdzieści. Wszyscy okuci w identyczne czarne zbroje poozdabiane dziwnymi symbolami których nikt z was nie znał. Jeno nieliczni się z tej grupy wyróżniali.

Złowrogi człowiek który wpatrywał się w was wrednym i zarazem dumnym wzrokiem i nieprzyjemnie uśmiechał się. Tuż obok niego stał inny człowiek, oraz dziwnie odziana elfka. A za plecami owej elfki stali ku waszemu zdziwieniu mroczny elf, orczyca i krasnolud.
Wy wszyscy zadaliście sobie jedno pytanie której odpowiedź jest zapewne warta w złocie lub diamentach. A mianowicie kim oni są? Czy są przyjaźni, czy wrodzy? Gdzie wy ogólnie trafiliście?
Nie było wam jednak dane rozważyć tych pytań a dlatego że człowiek kw tym gadzim i rogatym hełmie przemówił do was, grubym nieprzyjemny głosem.
- Nareszcie przybyliście. - te słowa nic dobrego nie wróżyły. - Długo musieliśmy na was czekać. Ale w końcu jesteście. W końcu przybyliście. Widzisz Inathis-ie, Wielki Set mówił prawdę.
- Masz rację Wrath-Amonie. - odparł człowiek w tej dziwnej wężowej koronie. - Wielki Alastor, pokazał nam cud o jakim żaden z nas nie śnił. Tysiące światów i wymiarów teraz będą na wyciągnie ręki ku chwale Zwiastuna Jedynego Boga.
- Tak. A teraz niewierni innego świata, poddajcie się albo gińcie!
w tym czasie jak na rozkaz, zbrojna banda dobyła swa broń i przyjęła bojowe pozycje, ale nie ruszyli i stali jak wryci oczekując jak by na wasz ruch.
Poszukujemy chętnych osób na stanowisko Moderatorów. Więcej informacji tutaj.
Avatar użytkownika
Isair
 
Posty: 40
Dołączył(a): 18 wrz 2012, o 10:19
Lokalizacja: Continuum Q

Postprzez Sketch » 27 maja 2013, o 19:00

Tak to w życiu już bywa - rzekłby niejeden mędrzec i od tej chwili rzecz jasna Vyr. Ot wystarczy niezamierzenie wplątać się w pijacko rycerską kabałę, by w następnej kolejności wylądować w loszku, zaś z niego trafić do miejsca całkowicie abstrakcyjnego. Pech? W rzeczy samej, los bywa niebywale figlarny. Jak gdyby mało mu było żartów. Żartów wyjątkowo niezabawnych.

Poniekąd nie dowierzał temu co się stało. Już samo wejście w portal wywoływało w nim pewne obawy. Oczywiście wolał wejść z nieznane, nawet w przejście do świata bogów, niźli przypadkowo w orczą kurtyzanę. Natomiast tuż po znalezieniu się po drugiej stronie, o ile takowa istniała, spodziewał się doświadczyć nieprzyjemnego uczucia. Rzeczywistość, jeśli w ogóle była to rzeczywistość, przeszła jego oczekiwania. Omal nie wybuch przemożnym śmiechem. Cała ta zgraja w towarzystwie kontrastujących z nią zbrojnych, w jego mniemaniu, wyglądała co najmniej przezabawnie, zwłaszcza, iż w swym marnym żywocie nigdy nie widział czegoś takiego. Co więcej nawet nie spodziewał się ujrzeć.

Mimo, że arcykomiczna, sytuacja nie przedstawiała się najlepiej, przede wszystkim dla niego. Mniejsza z tym jakim sposobem tu trafił bądź gdzie trafił. Kto wie czy bajędy o białowłosej kokocie nie zawierały ziarna prawdy, aczkolwiek nie to było chwilowo ważne. Ważniejsze aby uchronić skórę, bez względu na cenę. Ukradkiem cofnął się więc nieco za ową czwórkę, z którą tu przybył i jednocześnie, której kompletnie nie znał. Klingę miał na wyciągnięcie reki.
Sketch
 
Posty: 1
Dołączył(a): 27 maja 2013, o 16:05

Postprzez Tau » 10 cze 2013, o 12:30

Cassivellaunus mrugnął. Raz, drugi, trzeci.
- Teleportacja - parsknął, jak człowiek, który przez całe dekady upiera się przy jakiejś tezie i nikt mu nie wierzy. - Zawsze mówiłem, że to barbarzyński sposób podróży! Teraz mam dowód, ci idioci z Akademii się zdziwią.
W delikatnym żołądku Terminatora Sztuk Tajemnych coś zaprotestowało, myśli nie chciały się ułożyć w żaden sensowny ciąg. Pociągnął nosem. I poczuł, że nie otacza go żadna ze znanych magicznych woni.
Oho, wielkie odkrycie, pomyślał.

Jak zawsze po tego typu eskapadzie, czarodziej ustanowił sobie priorytety. Zaczął od najważniejszej czynności w życiu każdego szanującego się mistrza mistycznych sił, czyli przywróceniu do ładu odzienia. Teleportacja zawsze zostawiała na jego anielsko-białych szatach mnóstwo ciemnego nalotu. Po przekroczeniu diabelskiej bramy był okopcony jak krasnoludzki artylerzysta. Dobył illuminowanej, bastystowej chusteczki i z gracją jął nią trzepać ramiona, rękawy oraz spodnie.

Dalej pozwolił sobie postąpić parę kroków w bok, by jasno dać do zrozumienia, że nie brata się z tłuszczą, której korzeni nie znał, której schludność pozostawiała wiele do życzenia, wreszcie która nie umiała się wylegitymować porządnym drzewem genealogicznym w ramach cywilizowanej prezentacji.

Otoczenie wyglądało na wnętrze Świątyni lub podobnego obiektu wzniesionego w sferze sacrum, co zresztą miało mnóstwo sensu, jeśli najlogiczniejsza z tez - ta, że jedna Brama prowadziła do drugiej Bramy - była prawdziwa. Widać autochtoni obdarzyli swoją Bramę czcią, czy też używali jej jako odpowiednika ołtarza. Prymitywne cywilizacje często sięgały po taki środek. Cassiv znał się trochę na religii. Ale tylko trochę. Wystarczająco, by stwierdzić, że lokalne bóstwo nie należy do przyjemnych. Nie przeszkadzało mu to bardzo, sam też nie był święty, jeśli chodzi o dobór patronów z sił wyższych. Kto wie, może jego boginii całkiem nieźle się dogaduje z tutejszym bóstwem? Oboje lubią czerń i mają rozmach.

Bardziej od architektury i zawiłości kulturowo-wyznaniowych interesowało maga, w którym miejscu Królestwa Keronu się znajdował. Nie wykluczał zmiany granic państwa, kontynentu, czy nawet płaszczyzny egzystencji, takie rzeczy nie były dla niego niezwykłe (przynajmniej teoretycznie), ale ekonomia myślenia nie pozwalała zakładać, że wymiar został zmieniony, dopóki nie znajdzie się ku temu niepodważalny dowód.

Banda zbrojnych z wyraźnymi ciągotami do gadów to za mało. W Keronie też się znajdywali czciciele węży. Gosposia Cassiva, wiedźma Gwen, też lubiła od czasu do czasu zarzucić sobie na szyję wielkiego boa (i to całkiem żywego), a wcale nie pochodziła z innego wymiaru. Z kolei attache czarodzieja potrafiła zagryźć kobrę w ramach sportu.

- Poddajcie się albo gińcie!
Cassiv przerwał energiczne czyszczenie mankietów, wsadził mały palec w kącik oka, by otrzeć łzę, którą wycisnęła z niego magia, a następnie z całą powagą sytuacji orzekł:
- Ja się poddaję! - Uniósł przy tym dłonie w uniwersalnym (i jak miał nadzieję, międzywymiarowym) geście braku złych intencji. - A co do niewiary, możemy się jakoś dogadać.

Cassivellaunus nie zachowywał się prowokująco. Przynajmniej sam szczerze w to wierzył. Był niezgorszym mówcą. A to, czy faktycznie odczuwał lęk, czy jeno drwił sobie z gróźb w ramach pokręconego poczucia humoru, miało zostać zagadką póty, póki było wygodne.
Cassiv był wszak czarodziejem, a największą bronią każdego prawdziwego czarodzieja jest właśnie tajemnica.

Postąpił parę kroków w stronę tego, który wydawał mu się przywódcą. Był ledwie białą plamką na granitowym tle masywnych kolumn. Ale plamą świecącą jasno, wręcz oślepiająco. I biła od niego pewność siebie, którą wielu myliło z arogancją.
- Powiedzcie mnie, dobre istoty, jaki dziś dzień i co to za miejsce?
Ostatnio edytowano 12 cze 2013, o 11:52 przez Tau, łącznie edytowano 1 raz
All Bette's stories have happy endings. That's because she knows where to stop. She's realized the real problem with stories - if you keep them going long enough, they always end in death.
Sandman #6: "24 Hours"
Avatar użytkownika
Tau
Niewolnik miłości
 
Posty: 182
Dołączył(a): 26 sie 2012, o 23:48

Postprzez Vasemir » 11 cze 2013, o 16:44

- No to mój trud skończon... - przebiegło przez myśl Hobgoblina, gdy ten, podnosząc się z ziemi, dostrzegł otaczających go zbrojnych.
Przez kilka ostatnich dni był trzeźwy, trzeźwy nieznośnie i do bólu, a brak otępiającego umysł alkoholu prowokacyjne otwierał pole natrętnym myślom. Gdy trafił do wilgotnego lochu z obcą zgrają ludzi i nieludzi, którzy musieli narobić na Mantikorze tyle zamieszania - akurat, cholera, gdy on usiłował się tam przy piwie rozgościć - przeklinał w myślach pochopną decyzję "ach, zobaczmy, co też tam Smallhauzen robi ciekawego". Gdy w burzową noc okazało się, że robi dużo i skutecznie, nie oparł się dreszczykowi ekscytacji oraz żądzy przygody i niemal dobrowolnie zebrał swe rzeczy i wszedł w portal, przywodzący mu na myśl symbole i poezję o oku Hyurina Stwórcy. Teraz jednak, gdy - ciągle trzeźwy - wylądował w miejscu wyglądającym bardziej obco, niż się spodziewał, w dodatku zaś: oczekiwany, ponownie zmienił zdanie i wolałby nigdy do Zaavral i na Mantikorę nie wyruszyć. Mógł dotrzeć jednak do tego cholernego Ujścia, wynająć pokój w jakiejś ciepłej karczmie i korzystać ze wszelkich uciech kapłanek Krinn. Może nawet spróbować tego nowego mózgotrzepa, który podobno podbijał serca nawet najtwardszych narkomanów.

- Może się nie znam... - szepnął, zrzucając z ramienia tobołek ze swym podróżnym sprzętem. - ale coś nie wyglądają jak demony. A jak waliły pioruny i nas wsysało, to wcale nie wyglądało na to, by Otto pokpił sprawę.
Vasemir
 

Postprzez Isair » 11 cze 2013, o 19:49

- STAĆ GDZIE STOICIE PSY! - nagle jegomość w rogatym hełmie krzykną na całe gardło gdy Cassiv zrobił zaledwie jedne krok, a echo jego głosu rozbrzmiało pośród ścian tego mrocznego miejsca. o czym wyciągną ku wam swą lewą rękę i nagle na jego środkowym palcu zaczęła się zażyć jakaś magiczna energia, o zielonkawym balasku. - Albo, przysięga na wielkiego Seta, zostanie z was kupka popiołów.
- Mości Wrath-Amonie. Po co te nerwy? - nagle do rogatego hełmu odparła orczyca. - Oni będą nam potrzebni, a żywi bardziej się przydadzą.
I wtedy jak na zawołanie osobnik którego nazwo Wrath-Amonem opuścił swe ramię, a zielona energia czystej magii która przed chwilą zwiastowała marny los zniknęła.
- Hm, jesteś dzisiaj wyjątkowo miłosierna kapłanko. - nagle odrzekł krasnolud do orczycy. - Zazwyczaj to ty pierwsza wybebeszasz niewiernych. A jak wiesz miłosierdzi to przywar słabeuszy.
- Uważaj, co mówisz samcze. - nagle głos zabrała ta dziwnie odziana elfka, której słowa były wypełnione jadem, zimnem i okrucieństwem. - Nie waż się mówić takim tonem do arcykapłanki mego domu. Albo posmakujesz mego gniewu samcze.
- Dość! - nagle swój głos podniósł wysoki jegomość w wężowej koronie którego zwą Inathisem, po czym wszyscy umilkli jak na zawołanie. - Nie przybyliśmy tutaj na jałowe dysputy, ale by oczekiwać naszych gości innego świata. Pierwsza faza udała się, teraz nadszedł czas n fazę drugu. Arson.
- Tak o królu królów? - na zawołane odparł mroczny elf.
- Niech twa gwardia zajmie się nimi.
Wtedy to mroczny elf kiwną głową ku trzem zbrojnym, a oni powolnym krokiem ruszyli ku wam, będą nadal w bojowych pozycjach i gotowi zdać wam śmierć jeśli będzie to konieczne. Ale, nagle z oddali owej mrocznej sali do waszych uszu dobiegł głośny huk, jak przy wybuchu beczki prochu. To zatrzymało, trójkę zbrojnych którzy podążali ku wam.
- Gwardia! - po chwili owy Inathis krzykną ku zbrojnej kupie. - Sprawdzić to!
Wtedy to połowa owego kontyngentu oddzieliła się od reszty i ruszyła w stronę gdzie dobiegł ten huk, i ledwo co oddalili się na piętnaście metrów i nagle w samym środku owego oddziału nastąpiła kolejna eksplozja.
Potężny wybuch wystrzelił znaczną cześć grupy ku górze resztę natomiast posyłając na glebę. Wtedy to nagle z kolumn wyłonił trzy persony,
Człowiek, ork uzbrojony w co ciekawe broń palną, oraz ku waszemu wielkiemu zdziwieniu gdyż pierwszy raz ujrzeliście zielono-skórą elfke.
Cała banda, która przed chwilą dominował nad wami, nagle straciła animusz, wyglądało to tak ja by zobaczyli duchy lub jakieś piekielne bestie z piekła rodem.
- Jak oni nas, kurwa tu znaleźli? - nagle odparł krasnolud przerażony tym faktem niczym małe dziecko.
- NIE WAŻNE JAK!!! - nagle owy Inathis krzykną pełen gniewu i złości. - GWARDIA!!! ZABIĆ ICH NIM, ZNIWECZĄ NASZĄ PRACE!!!
Wtedy to pozostała reszta zbrojnych, ruszyła na ową trojkę niczym wściekłe stado wilków.
Poszukujemy chętnych osób na stanowisko Moderatorów. Więcej informacji tutaj.
Avatar użytkownika
Isair
 
Posty: 40
Dołączył(a): 18 wrz 2012, o 10:19
Lokalizacja: Continuum Q


Powrót do Sesje forumowe

cron