Imperius

Postprzez Tymus » 1 gru 2017, o 12:31

Obrazek


„Rok 250 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia...” - Z „Roczników” kapituły Andhem.

Imperius jest podzielony. Dotychczasowy ład światowy zaczyna się rozpadać wraz z upadkiem wielkich imperiów. W próżnię po nich wchodzą najróżniejsze księstwa, republiki chłopskie czy dzikie plemiona ze wschodu. Zbliża się starcie o władzę nad kontynentem. Czy odważysz się pokierować swymi ludźmi do panowania nad światem? Czy jeszcze długie lata po Twojej śmierci całe kroniki będą poświęcone Twojemu panowaniu, czy może po Twoich rządach pozostaną tylko małe inskrypcje na podniszczonych pomnikach?


Imperius jest unikalną koncepcją gry rozgrywanej na forum, gdzie warstwa strategiczna przenika się z odgrywaniem dynastii i poszczególnych jej członków. Ewenementem(nawet na skalę światową!) jest wykorzystywanie zintegrowanej aplikacji MECH – która to wykonuje wszystkie obliczenia „mechanicznej” części gry pozwalając zaoszczędzić dużo czasu, który można poświęcić na rozbudowywanie aspektów fabularnych naszego kraju. Co warte podkreślenia, u nas możesz przetestować jak greccy hoplici poradzą sobie w walce z niemieckimi lancknechtami lub czy wojownicy majów wymyślą sposób jak pobić koczowników z dalekich stepów. Ogranicza Cię tylko Twoja własna pomysłowość!

https://imperius.com.pl/index.php
Tymus
 
Posty: 2
Dołączył(a): 1 gru 2017, o 11:49

Postprzez Tymus » 11 mar 2018, o 21:38

Obrazek
-Mhhhh... czujesz to Młody? Pieczyzna... ciekawe co dziś serwują w refektarzu bo aż zgłodniałem od tego zapachu.
-Chciałeś bracie powiedzieć, zgłodniałeś od gorliwego wypełniania nakazów Ignotusa?
-Hehe oczywiście... wszak nie ma lepszego zapachu niż podpiekany grzesznik z rana. Prawie dzięki temu nie czuć gówna z rynsztoków.
-Coś dziś wolno stos płonie. Widać grzechy nieszczęśnika były ciężkie. Zaiste Samael skazuje swe sługi na potwor... to znaczy konieczne oczyszczenie.
-Niech sobie jeszcze pokrzyczy trochę, wszak nie ma piękniejszych pieśni niż...
-... hymny odkupienia.
-Hehe... dobrze powiedziane młody. Jeszcze kurewka na stos trafi i mamy dziś wolne. Powiedz mi za co ją „odkupiamy”?
-Czary, głoszenie herezji, rzucanie uroków na świętych mężów, próby przywołania sług Samaela, organizowanie potajemnych schadzek z demonami...
-Ej... kurna czekaj. Czy nie widziałem już tej buźki? Taka ładna młoda... nic dziwnego, że dawała demonom.
-To Irma Bernaq, córka kupca z Amboise.
-Ta cnotka co nie dała Henrykowi? I wszystko jasne... hehe.
Do dwóch braci podjechał posłaniec obleczony w czarne szaty:
-Bracia, długo jeszcze wam z nią zajdzie? Przeor dostał informacje o domniemanych heretykach w kantorze Demmelrów, prosi braci byście się zajęli nimi.
-O rzesz... i nici z wcześniejszego obiadu... że też zachciało się dziś jakimś prostaczkom donosy pisać... Za nic spokoju. No nic młody, dawaj ją na stos. Nie ma co się certolić.
-Niech cierpienie da jej odpuszczenie grzechów. W Jego imię...


---
Obrazek
Turniej w Fontaine trwał już tydzień. Na zaproszenie diuka zjechali rycerze z połowy Ambois. Diuk był w końcu jednym z najbogatszych i najbardziej poważanych możnych w całym Arcyksięstwie, a młodzi rycerze, którzy zwrócą na siebie uwagę diuka mogliby zapewne liczyć na miejsce na jego dworze... Nie mówiąc już o sławie i chwale która przypadnie zwycięzcy. Pogoda dopisywała - lato, które ponoć nigdzie nie jest tak piękne jak w Ambois trwało w pełni. Proporce powiewały na lekkim wietrze, a trybuna była wypełniona gośćmi diuka, ich żonami i córkami. Plebs, tłoczył się wokół pola turniejowego obserwując zmagania lepszych od siebie. Dzisiaj miało dojść do ostatniej walki tego turnieju.
- Jean de Orly, trzeci książę, wicediuk de Orly, baronet de Vannes! - gromki głos herolda towarzyszył zmierzającemu w stronę szranków rycerzowi. Zbroja wicediuka lśniła w słońcu, a jego biały koń pewnie zmierzał naprzód, nie zaniepokojony okrzykami które wzniósł rozemocjonowany tłum. Zarówno zwierzę jak i jego właściciel byli prawdziwymi weteranami turniejów w całym Ambois. - Zmierzy się w ostatniej decydującej walce z... czarnym rycerzem! - miejsce po przeciwnej stronie pola zajmował już odziany w czarną zbroję wojownik. Po Ambois krążyło wielu błędnych rycerzy, szukających sławy lub po prostu kłopotów - a niektórzy zapuszczali się nawet poza granice Arcyksięstwa. Byli tacy, którzy dumnie nosili swe znaki herbowe. Wśród błędnych zdarzali się jednak czarni rycerze - szlachetnie urodzeni, którzy z jakiegoś powodu nie chcieli ujawniać swej tożsamości, lub po splamieniu swego honoru nie zamierzali kalać imienia swego rodu i kryjąc swe twarze i miano wędrowali przez świat. Nietypowym było pojawienie się jednego z nich na turnieju, jednak diuk w przypływie dobrego humoru zezwolił tajemniczemu przybyszowi na uczestnictwo. Nikt nie spodziewał się, że pokona wszystkich rywali i stanie do ostatniej walki. Rywale zajęli miejsca na końcach szranków. Zadęto w trąby, a rycerze ruszyli na siebie, opuszczając kopie. Tłum zamarł w oczekiwaniu... Walczący się zbliżały, jeszcze kawałek... Celny cios trafił Jeana de Orly, który wyleciał z siodła... W pierwszym przejeździe! Zgromadzeni nie mogli uwierzyć własnym oczom, oto wicediuk de Orly, zwycięzca kilkunastu turniejów, nazywany drugą kopią Ambois leżał pokonany. Zgodnie ze zwyczajem czarny rycerz podjechał pod trybunę, podczas gdy giermkowie pomagali pozbierać się obolałemu wicediukowi. Błędny rycerz zatrzymał się w końcu pod trybuną. Diuk de Fontaine odchrząknął, otaksował zwycięzcę wzrokiem i rzekł:
- Tajemniczy rycerzu... Gratuluję ci zwycięstwa. Pokonałeś wszystkich rywali i pokazałeś swój kunszt. Jestem pod wielkim wrażeniem twoich umiejętności. Proś o co chcesz i jeśli będę mógł spełnić twą prośbę i nie uchybi ona honorowi, dostaniesz to. - czarny rycerz przez chwilę milczał po czym wskazał na najmłodszą córkę diuka.
- Dasz mi swą córkę za żonę... - powiedział cicho.Diuk zamrugał zaskoczony, a dziewczyna zamarła zaskoczona. Magnatowi zdawało się, że skądś zna ten głos... Teraz jednak wszyscy na niego patrzyli, a on dał swe słowo w obecności wszystkich zebranych... Wyraźnie zbyt pochopnie.
- Niech i tak będzie. - odpowiedział diuk. - Pokaż jednak swoją twarz, abym wiedział kto zostanie mym zięciem... - rycerz po chwili zdjął hełm i wszystkim ukazała się twarz... Bernarda de Reze, syna markiza de Reze, odwiecznego wroga diuka... Ten poczerwieniał jakby miał zaraz dostać ataku apopleksji. Dał się wymanewrować i to synowi swego największego wroga. Słowo było jednak słowem i diuk miał tylko nadzieję, że zanim zostanie urządzone wesele, on albo stary de Reze padną trupem, inaczej niewątpliwie czeka ich pojedynek...


---
Obrazek

Trebuszet zaskrzypiał, gdy jego belki i liny napięły się gwałtownie, posyłając kolejny głaz w stronę murów. Ciężki pocisk wolno poszybował po łuku, kończąc swój lot na szczycie jednej z baszt, od której odłamał niewielki kawałek ściany. Nim opadł kurz wzniesiony po trafieniu, w powietrzu znajdował się już kolejny kamień, wystrzelony przez bliźniaczą maszynę.
Trzy trebuszety, balista, spora wiązka drabin. Oto cały sprzęt znajdujący się obecnie w rękach XII Roty Oblężniczej, liczącej niespełna trzy setki wojaków. Ich znużone i sarkastyczne szeregi stanowiły większość oblegającej armii, choć "armia" nie była tym co wyobrażać sobie mogą nieobeznani z wojną historycy. W istocie, oprócz Roty Oblężniczej zamku Bodrog dobywała jeszcze jedna chorągiew posiłkowa "Magne" i garść wolontariuszy, najemników i podobnego pokroju "ludzi luźnych", na których dyscyplinę nie liczył niemal nikt. Razem coś koło sześciuset żołnierzy, w tym mniej niż setka arystokratów, niezbyt garnących się do brudnego szturmu, bardziej przystającego pachołkom niż szlachetnie urodzonym. Tędy też nie pozostawało nic innego jak czekać, prowadzić ostrzał i mieć nadzieję albo na posiłki, albo na zmianę rozkazów.
Konrad von Valgatten siedział spokojnie przed swoim namiotem, oczami bez wyrazu wpatrując się w nieustępliwe mury zamku. Nie wyglądało na to by dotychczasowy ostrzał wyrządził im zbyt dużą szkodę, przynajmniej jak do tej pory. Umocnienia forteczne były grube, garnizon choć zaskoczony, miał jednak zapewne dość spore zapasy. Nie dziwota że w czasie poprzedniej wojny nie zdołano go zdobyć z marszu. I tym razem się to nie uda. Mimo wszystko jednak dla doświadczonego rycerza jasne było że los obrońców został już przesądzony. Wszak oblegała ich niezwyciężona armia Imperatora... Pod jego dowództwem, jako najwyższego rangą rzecz jasna. Mina rotmistrza oddziału oblężniczego gdy go o tym powiadomił była warta zapamiętania, choć z drugiej strony, po co zapamiętywać równie chamską mordę? Wszak wszyscy plebejusze są do siebie podobni, kto by się nimi przejmował. Rycerz otrząsnął się szybko z tych bezowocnych rozmyślań i podniósł się z siedziska.
-Skoncentrujcie ostrzał na tamtej baszcie! -Rozkazał ładującym machiny żołnierzom. -Jeszcze parę takich strzałów i ani chybi runie, a wtedy trochę sobie odpoczniecie.




Na kontynencie się dzieje. Bogate południe pogrążyło się w potwornej rewolucji, a rozbudzone apetyty sąsiadów szybko sprawiło, że niegdyś dumne i wielkie Regno di Velletri stało się areną bezpardonowej wojny. Stepy spłynęły krwią kiedy to przeganiały przez nie ordy wschodnie raz to ścigając, a raz uciekając przed świętą wyprawą kwiatu rycerstwa. Dwory na całym świecie są obszarem intryg i walk z których mało kto wychodzi z podniesionym czołem... lub chociażby żywy. Jednak te mroczne spiski co chwila są przerywane przez wielkie zjazdy i barwne turnieje w których to najdzielniejsi wojownicy rywalizują o tytuły oraz serca dam. Świat żyje... I Ty możesz dołączyć do rywalizacji o władzę. Szukamy aktualnie chętnych na kilka krajów. Każdy wybór jest interesujący i w skali stworzonego świata unikalny. Oto kilka najciekawszych przykładów:

-La Repubblica
– Rewolucyjna włoska republika, gdzie lud garnięty ferworem walki wzywa do rozniesienia świateł oświecenia na inne kraje, a ulice rozświetlają pochodnie Łowców Czarownic.
-Konfederacja Kantonów Naugrimskich - federacyjny związek wspólnot klanowych wzorowany na szwajcarskich krasnoludach, ukrytych głęboko za wysokimi górami i wiekowymi tradycjami.
-Gwerindraeth Dunthain – celtycka republika szlachecka w której władza jest polem odwiecznej walki starożytnych klanów.
-Yusserianska Orda - jedna z pozostałości Wielkiego Kaganatu, która to obecnie dominuje na wschodnich stepach paląc, gwałcąc i rabując każdego kto się jej nie podporządkuje.
-i wiele innych...


Obrazek
W razie jakichkolwiek pytań piszcie śmiało na forum. Każdy gracz chętnie pomoże w ogarnięciu mechaniki i lore ;)
Tymus
 
Posty: 2
Dołączył(a): 1 gru 2017, o 11:49


Powrót do Strategiczne/Dyplomacja

cron